Szanowni Rodzice, Drogie Dzieci, Szanowna Młodzieży

DZIĘKUJEMY ZA WSPÓLNĄ PRACĘ NA CHWAŁĘ BOGA

PRZEZ TE TRUDNE MIESIĄCE

MODLIMY SIĘ O DARY BOŻE I OPIEKĘ MATKI BOŻEJ DLA WAS I WASZYCH RODZIN

ŻYCZYMY WSZYSTKIM ZDROWYCH, DOBRYCH I UDANYCH WAKACJI.

DO ZOBACZENIA WE WRZEŚNIU – MAMY NADZIEJĘ ŻE W SZKOLE!

SZCZĘŚĆ BOŻE – ks. Jacek, Ks. Ryszard, Ks. Artur

..………………………………………………………..

OSTATNIE Katechezy w tym roku szkolnym (21,22)

Sanktuarium w Chłopicach

Matka Boża Jagodna, Matka Pocieszenia

Drogie dzieci! Zbliża się najważniejsze święto chłopickiego sanktuarium, uroczystość odpustowa Matki Bożej Jagodnej. W związku z tym, podczas tych ostatnich lekcji w tym roku katechetycznym, chcę Wam zaproponować przypomnienie sobie historii naszego kościoła i obrazu Matki Bożej oraz zapoznanie się z legendami związanymi z tym miejscem.

MIŁEJ I OWOCNEJ LEKTURY:

Różne podania mówią, że na przestrzeni wieków w Chłopicach znajdowało się kilka kościołów w różnych miejscach. Pierwszy kościół – jak głosi legenda – zatonął. Do dziś na jego miejscu, znajduje się nie niezamarzające zimą źródło. To miejsce znajdujące się w centrum wioski nosi nazwę „kościsko” lub „kościelisko”. Innym miejscem, gdzie znajduje się obecny kościół, jest las położony na górze w rejonie zwanym „sośniną”. Jest to jeden z najwyżej położonych punktów w okolicy (244,7 m). Zanim wybudowano obecną świątynię, stała tam mała kapliczka, którą, jak głosi legenda, wybudował Mikołaj Korniaktos – Grek z Krety, jako wotum wdzięczności za objawienie Matki Bożej, którego doznał na tym miejscu.
            Kaplica ta została rozbudowana i powiększona w 1684, kiedy to wdowa po Janie Zamojskim, Maria Kazimiera zwana „Marysieńką” powtórnie wyszła za mąż za Jana III Sobieskiego. Ziemie, na których leżały Chłopice przeszły pod władanie rodziny królewskiej. Legenda mówi, że król Jan często przebywał w tych okolicach i chętnie modlił się również w tej drewnianej kapliczce. Jak wskazuje tablica pamiątkowa wmurowana obok kościoła po zwycięstwie odniesionym w wojnie z Turkami pod Wiedniem w 1683 roku, król przyjechał na odpoczynek do Wysocka, gdzie miał swoją rezydencję. Modlił się przed obrazem Matki Bożej Chłopickiej dziękując za zwycięstwo. Postanowił, że z wdzięczności za pomoc i opiekę Panienki Przenajświętszej, w miejscu starej pustelni wybuduje nową kaplicę. W ten sposób powstała nowa, większa świątynia, której wielem elementów konstrukcyjnych zachowało się do dnia dzisiejszego.
           W 1731 roku Jan Ostrowski dokonał kolejnej fundacji, ale to dopiero następna właścicielka Chłopic Zofia Rzymowska nadała kościołowi i jego wnętrzu, wygląd zachowany w niezmienionej formie do naszych czasów. Świątynia ta była konsekrowana w 1763 roku przez biskupa unickiego Atanazego Szeptyckiego dla istniejącej tutaj parafii unickiej. Ojciec Święty Pius VI ustanowił 8 kwietnia 1781 breve, udzielające odpustu zupełnego w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Panny w Chłopicach łaskami słynących, pod zwykłymi warunkami. Breve to zostało wysłane z Rzymu na ręce ks. bp. Maksyma Ryłły, administratora ówczesnej diecezji przemyskiej grecko-katolickiej i umieszczone w kościele chłopickim, z datą 5 maja 1782 roku. Wówczas już w Chłopicach istniało duszpasterstwo rzymskokatolickie, w którym posługiwali kapelani z Jarosławia.
            Cesarz Józef II wydał (w grudniu 1788 roku) dekret, na mocy, którego ostatecznie skasowano parafię unicką, zaś kościół w Chłopicach stał się świątynią parafii rzymskokatolickiej: „Ówczesna cerkiew, wraz z budynkami plebańskimi, w skutek rozporządzenia z 23 grudnia 1788 roku hr. Brygido, gubernatora Galicji, odebraną została od ostatniego ruskiego proboszcza tamtejszego ks. Daniela Zatwarnickiego i oddaną nowo mianowanemu kapelanowi łacińskiemu”.
            Już wcześniej, bo w roku 1786 parafię unicką w Chłopicach przeniesiono do Boratyna, gdyż ja czytamy w ww. dokumencie cesarskim: „Sami unici musieli ustąpić z Chłopic, bo było ich tu bardzo mało”. Na pamiątkę, że był to kiedyś kościół grekokatolicki do dziś dnia jeden odpust odprawiany jest dnia 28 sierpnia, to jest na tzw. „Ruskie Wniebowzięcie” czyli święto „Uśpienia Matki Boskiej”, w myśl dekretu św. Kongregacyi Rozkrzewiania Wiary z 1914 roku.
            Przy kościele stoi kaplica – dzwonnica, powstała podczas rozbudowy kościoła w połowie XVIII wieku Stanowi ona szczególnie cenne świadectwo chłopickich cudów, dokumentowanych przez lata polichromią na ścianach wewnętrznych z ofiar pielgrzymów. W 1877 roku kaplicę powiększono, a pod nowo dobudowaną częścią umieszczono kryptę grobową Koziebrodzkich i Lisowieckich. W tym czasie na placu przy kaplicy została wybudowana nowa, murowana dzwonnica.

LEGENDA O OBJAWIENIU MATKI BOŻEJ W CHŁOPICACH

I GREKU KORNIAKCIE

Mikołaj Korniaktos (Korniakt), jak głosi legenda, pochodził z greckiej wyspy Krety. W 1490 roku przyjechał na sławny w okolicy jarosławski jarmark. Jarmarki te były znane w całej Europie zaliczano je do jednych z największych. Miasto Jarosław leżące nad rzeką San znajdowało się wówczas na skrzyżowaniu ważnych dróg handlowych łączących, zachód ze wschodem i północ z południem.
          Według legendy za czasów króla Kazimierza Jagiellończyka, przybyła z Krety do Polski bogata, grecka rodzina Korniaktos, która zajmowała się hodowlą koni, za króla Stefana Batorego otrzymała ona przywileje szlacheckie. W owym 1490 roku, Korniakt prowadził do Jarosławia na jarmark konie, które spłoszone przez wilki, rozbiegły się w okolicach chłopickiego lasu. Przerażony Mikołaj, najpierw upadł na kolana i błagał Madonnę o pomoc, a następnie ruszył za uciekającymi końmi. Gdy zrezygnowany miał zaprzestać poszukiwania, zobaczył je wszystkie stojące pod dziką leśną gruszą. Zdziwiony tym widokiem podszedł bliżej. Zdziwienie zamieniło się w zachwyt, gdy w koronie gruszy ujrzał postać Maryi z Dzieciątkiem na ręku. Upadłszy na kolana zaczął wychwalać Najświętszą Panienkę. Wtedy ślubował uroczyście: „Wybuduję na chwałę Bogu i Tobie Maryjo Kościółek między sosnami w lesie, i tu zostanę pustelnikiem”. Złożone postanowienie wypełnił. Wybudował kapliczkę której ołtarz był umieszczony na pniu ściętej gruszy. Kazał namalować obraz, według wizerunku objawienia i umieścił go w ołtarzu. Mikołaj jak głosi legenda, po wychowaniu dzieci, prowadził życie pustelnicze w chłopickiej Sośninie i umarł szczęśliwy opiekując się kaplicą i obrazem Matki Bożej. Rodzina Korniakta osiadła w Polsce i nabyła majątek w okolicach Łańcuta, we wsi, która do dziś nosi nazwę Korniaktów.
Tyle legenda o objawieniach na gruszy, a w każdej legendzie jest coś prawdy, więc i zapewne w tej. Faktem jest że miejsce objawień było znane i czczone od XV wieku, a kaplica odnawiana i rozbudowywana wielokrotnie.

Przeczytaj także inne legendy o cudownych wydarzeniach

które działy się w Chłopicach za sprawą Matki Bożej

  1. KARA NA KRZYWDZICIELA

Jeśli wierzyć świadectwu księdza Wojciecha Michny, jest to historia prawdziwa. Przy starym Kościele w Chłopicach były trzy domy. Jeden z nich należał do kościelnego, drugi do wieśniaka Szymona, a trzeci do jego siostry. Ojciec podzielił majątek między Szymona i jego siostrę na równe części. Jednak Szymon jako starszy zaczął krzywdzić siostrę, która była wdową z trójką dzieci.
Początkowo przy każdej orce zagarniał kilka skib z jej gruntu. Gdy wdowa zauważyła ten proceder, błagała, by nie robił tego, ponieważ żyła w ubóstwie, zaś to pole, było jedynym źródłem utrzymania. Jednak brat był nieczuły na jej prośby. Zawsze reagował brutalnie. Mimo, że w każdą niedzielę chodził do kościoła i modlił się, serce miał z kamienia dla swojej rodzonej ubogiej siostry.
            Tak mijały kolejne lata. Zachłanny Szymon przez 10 lat wyorał prawie połowę gruntu swej siostry. Wdowa przez ten czas wiele płakała tak, że wzrok prawie straciła, a miała na utrzymaniu jeszcze trzy córki. Ale Szymonowi nie było tego dosyć. Kiedy kolejnej wiosny znowu zaczął wyorywać pole, siostra wzięła trzy córki za ręce i kazała się zaprowadzić do domu Szymona. Gdy przyszła, on właśnie jadł kolację ze swoją żoną i dziećmi za stołem. Siostra i sieroty pochwaliły Boga i razem uklękły na środku izby przed nimi i z płaczem prosiły: „Bracie kochany! Wuju kochany! Opiekunie nasz krewny! Nie rób nam krzywdy, nie zabieraj nam reszty zagrody po twoim ojcu, a naszym dziadku, bo cóż my ci zawiniły, że nas tak krzywdzisz? A gdzież my się podziejemy, jak nam matka prawie ślepa umrze jak nam za kolka lat zaorzesz do reszty te cienkie zagoniki?” Widok ich był tak tragiczny, że nawet ludzie o kamiennym sercu by się ulitowali i pomogli im. Szymon widząc swoją siostrę z sierotami stojących na środku izby i słysząc ich płacz oraz prośbę, rozgniewał się bardzo, rzucił łyżką o ziemię, uderzył ręką w stół, aż miska z jedzeniem spadła na podłogę, wstał tak szybko zza stołu, że ławka, na, której siedział się przewróciła. Zaczął krzyczeć na przybyłe. Potem złapał siostrzenice za warkocze i siłą wyrzucił z domu. Później wrócił się i szarpiąc chorą siostrę, wyrzucił ją bezdusznie za próg.
            Siostra wobec uporu brata, oddała się w ręce Boga. Biedna kobieta z płaczem i sercem pełnym bólu, poszła pod Kościół, by błagać Matkę Bożą o ratunek i pomoc w nieszczęściu. W pewnym momencie, w nocnej ciszy, kościół bezszelestnie zapadł się pod ziemię tak, że tylko wierzchołek dachu wystawał nad ziemię. Wraz z kościołem zniknął pod ziemię dom złego kościelnego i całe domostwo okrutnego Szymona. W ten tajemniczy sposób został ukarany brat biednej wdowy, który okradał ją i krzywdził przez wiele lat. Udając dobrego chrześcijanina, modlił się i chodził do kościoła, a potem wbrew wszelkim zasadom chrześcijaństwa i miłości bliźniego, okradał ubogą wdowę i jej dzieci. Karę poniosła też cała rodzina Szymona. Do dziś w miejscu dawnego kościoła, znajduje się staw, który nigdy nie zamarza. Miejscowi nazywają to miejsce „Kościskiem” lub „Kościeliskiem”. Wdowa i jej dzieci odzyskała nie tylko swoje pole, ale otrzymała w spadku po bracie cały jego grunt.
  1. KARA BOŻA NA PODPALACZA

          W XVIII wieku właścicielem Chłopic był Karol Rzymowski, który jednak częściej przebywał w drugiej ze swoich posiadłości, niedaleko Lublina, a Chłopice z gruntami dał w dzierżawę Panu Chodeckiemu. Chodecki przebywał w dworze chłopickim przez 15 lat. Nie był jednak dobrym gospodarzem i nie chciał płacić czynszu właścicielowi. W tym czasie leśniczy Jan Czyż zauważył, że ktoś kradnie drzewo z lasu, gdyż co roku znikało coraz więcej drzew. Doniósł o tym swemu chlebodawcy do Lublina. Prosił pana Rzymowskiego, aby sam przyjechał do Chłopic i przekonał się na własne oczy. Ale Rzymowski, jako że był panem spokojnym, solidnym i rzetelnym, nie chciał rozpoczynać sprzeczki, więc dla zgody sprzedał, Chłopice Panu Bąkowskiemu z Warszawy.
          Nowy właściciel nie życzył sobie, aby go okradano i wytoczył proces dotychczasowemu dzierżawcy, wygrywając go. Chojnicki został w ten sposób wygnany ze wsi. Wraz z nowym gospodarzem nastał, nowy porządek. We dworze chłopickim zmieniło się wiele i to na lepsze.
U Chodeckiego pracował jednak stary krętacz lokaj Kuba. Jak się później okazało, to właśnie on kradł i sprzedawał innym drzewo z lasu. Czerpał z tego niezły dodatek do pensji lokaja. Gdy stracił pracę bardzo zdenerwował się na pana Bąkowskiego, który zabronił mu pracy w swoim lesie. Odchodząc z dworu, zatrzymał się za bramą, zacisnął pieści i krzyknął: „Nie mam ja dziś, ty nie będziesz miał jutro albo za tydzień”.
Idąc dalej obmyślał zemstę na właściciela. Złość jego była wielka, mimo że przez 20 lat pobytu w Chłopicach chodził do kościoła i darował spore sumy na tacę. Wszyscy jednak wiedzieli, że to z pieniędzy za sprzedaż kradzionego drzewa. Co roku też przystępował do spowiedzi i komunii świętej. Idąc drogą do Radymna mruczał coś pod nosem. Co pewien czas zatrzymywał się patrząc na Chłopice, odgrażał się, spluwał na ziemię i tupał nogami ze złości. Z jego słów zrozumiano gniewną mowę: „Poczekaj ty ptaszku! Opalę ja ci skrzydła!”
          W tydzień później w nocy stróż przy kościele, zauważył pożar we dworze. Szybko wybiegł na dzwonnicę, dzwoniąc w mały dzwon, zwany „dzwonem dla konających”; potem zadzwonił w wielki dzwon i obudził ludzi. Dzięki opiece Matki Przenajświętszej spaliły się tylko gumna i nic więcej, mimo, że chałupy chłopskie stały zaraz za płotem.
Powoli zaczęto dochodzić, skąd się wziął ogień. Jedni wskazywali, że „to parobcy chodzili z fajkami w wieczór koło stajni”; inni, mówili, że widzieli „jak ktoś na koniu po pańsku ubrany przejechał za płotem i rzucił węgiel rozpalony na dach i odjechał, ale nikt nie wiedział, kto to jest”.
Wkrótce ktoś ze służby dworskiej zauważył w nocy człowieka w sadzie, ale widząc elegancki strój, myślał, ze to pan Bąkowski spaceruje po ogrodzie gdyż było ciepło. Zaraz potem zobaczył ogień na dachu dworu. Pani Bąkowska wybiegła w samej koszuli i widząc płonący dach, padła na kolana i zaczęła błagać o ratunek Matkę Bożą Chłopicką. Podczas jej modlitwy ogień nagle przygasł, spalając tylko niewielki kawałek dach. Znowu zaczęto poszukiwać, kto mógł, dokonać tak strasznej rzeczy po raz kolejny. Niestety winnego nie znaleziono.
Dopiero po trzech latach od podpaleń przywiózł chłop z Zamiechowa do Chłopic na wozie bardzo chorego człowieka w podartym dworskim stroju, pod cudowną kaplicę. Posadzono go na środku kaplicy. Miał on spuchniętą i zaropiałą prawą rękę, do tego stopnia, że aż robaki było widać w ranach na wierzchu. Nogi miał skurczone, a boki odleżane z dwuletniej choroby. Ksiądz Wilczyński proboszcz z Chłopic, po skończonej Mszy świętej odczytał modlitwę do cudownej Matki Boskiej, modląc się razem z ludem za chorego; później chciał zejść do zakrystii, ale chory prosił księdza, aby opowiedział mu historię o cudownym obrazie i obrazkach w kaplicy gdzie były namalowane różne cuda za przyczyną Matki Bożej Pocieszenia. Był tam namalowany i ten cud jak ogień we dworze chłopickim zgasł na prośbę pani dworu.
Ksiądz opowiadał po kolei każdą historię, a gdy zaczął mówić o podpalonym w nocy dworze, chorym zatrzęsło i cały posiniał. Lud z ksiądzem zaczęli go ratować, nacierając octem i wodą. Dopiero po chwili zrobiło mu się trochę lepiej. Proboszcz zaczął się go pytać, co mu jest, dlaczego jest taki chory. W odpowiedzi usłyszał, że to kara za podpalenie dworu. Na tę wiadomość ludzie się zdumieli, widząc chorego i obraz na ścianie. Wtedy ksiądz prawie ze łzami powiedział: „Macie cud nowy i naukę na wieki”. Po tych słowach poprosił księdza o spowiedź. Wyspowiadany zmarł w drodze powrotnej do Zamiechowa.
  1. STRASZNA KARA NA PIJAKA

            Historia ta rozgrywała się 220 lat temu, około 1790 roku. W tym to czasie do kościoła w Chłopicach należały trzy wsie: Chłopice, Morawsko i Jankowice. Cała historia rozegrała się u rodziny Wieczorków. Była to rodzina bardzo zamożna. Pan Wieczorek miał żonę i dwoje dzieci, dla których gruntu wystarczyłby bez trudu na dobre życie przez długie lata. Jedynym problemem dla rodziny był ojciec, który nadużywał alkoholu. Na każdym odpuście w Chłopicach i sąsiednich miejscowościach upijał się do nieprzytomności. Kolejną okazją do picia były jarmarki w Jarosławiu, Pruchniku i Radymnie. Upijał się do tego stopnia, że często po trzech dniach nieobecności odnajdywała go zatrwożona rodzina.
            Doszło do tego, że chciał własne pole sprzedać na alkohol. Jednak ówczesne prawo zabraniało takiej sprzedaży, bez zgody właściciela wsi. A ten nie zezwolił na tę transakcję, gdyż znał bardzo dobrze Wieczorka i stan, do jakiego doprowadził swoją rodzinę przez życie pełne pijaństwa.
            W domu rodziny Wieczorków brakowało wszystkiego nawet chleba. Cała rodzina żyła w wielkim ubóstwie i to z winy ojca. Rodzina bardzo ubolewała z tego powodu, ale w ich sercach nie rodziła się nienawiść przeciwnie bardzo kochali męża i ojca oraz dbali o niego, gdy ten był pijany. Gdy trzeźwiejąc dochodził do siebie, prosili go, by się opamiętał, i nie pił więcej, obiecując, że zrobią wszystko, by było mu dobrze. „Ale u twardego grzesznika nie znaczą nic rady dobre, bo on nie zważa już nic i na głos sumienia, a nawet nie dba nic na Boga samego”.
            Żona i dzieci z powodu upadku gospodarstwa zmuszeni byli do chodzenia na zarobek i żyli z tego, co zarobili. Po 15 latach hulanek na odpustach, weselach, jarmarkach i wielu innych okazjach, nie słuchał już nawet pana z dworu, który go upominał, że ziemia odłogiem leży, że dom coraz bardziej niszczeje, że żona w dziećmi strasznie biedują. Także dziekan ksiądz Michał Czapiński ciągle go napominał i namawiał do spowiedzi i poprawy. Wieczorek nic sobie z tego nie robił, aż wskutek pijatyk bardzo ciężko się rozchorował. Nie mógł jeść, pił tylko po kilka łyków wody i ciągle błagał swoje dzieci, aby choć kroplę alkoholu mu podały. Po roku tego stanu nieustannie się pogarszającego, nadal trwał zatwardziale przy swoim.
            Pewnej nocy przybiegła córka na plebanię do księdza proboszcza mówiąc, że jej ojciec właśnie kona. Prosiła także księdza, by kazał zadzwonić w dzwon dla konających, sama zaś pobiegła do kaplicy, prosić Matkę Bożą o lekkie i szybkie konanie dla ojca. Gdy ksiądz dotarł do chorego, ten leżał już bez świadomości. Kościelny zaczął dzwonić w dzwonek dla konających, ale usłyszał, że dzwonek nie dźwięczy naturalnie, tylko serce dzwonka uderzało bezdźwięcznie, nie dając w ogóle znaku ludziom, by się modlili za chorego. Przestraszył się tego dziwnego zjawiska i powiedział: „Co to? Dla Boga!”, po czym „zawołał do dziewczyny, która się modliła, że dzwonek nie dzwoni, tyko słychać, jakby, kto kołatał o beczkę rozbitą!”.
            Córka zapłakała z tego powodu, że nie słychać dzwonka, który zawsze dzwonił dla konających. Zazwyczaj dźwięk jego słuchać było na całą wieś i okolice. Postanowiła wrócić do domu. Kościelny opowiedział całą sytuację z dzwonkiem proboszczowi. Wieczorek umarł po strasznych mękach dopiero po pięciu dniach od tego zdarzenia. Umarł w nocy, w Wielką Środę, a pogrzeb odbył się w Wielki Piątek, więc ani jeden dzwon nie mógł dzwonić, ani nie było Mszy świętej za jego grzeszną duszę podczas pogrzebu.

  1. CUDOWNE OŚLEPIENIE ZŁODZIEJA

            Ta historia wydarzyła się w roku 1767 w odpust Matki Bożej. Kościelny Michał Czyż po skończonych uroczystościach zamykając kościół nie zauważył, że nie wszyscy wyszli z kościoła. Pozostawił w nim jedną osobę – Piotra Podolskiego, który miał zamiar okraść kościół. Zabrał on najlepsze ornaty z komody w zakrystii, zabrał obrusy, a z ołtarza Matki Boskiej pozdejmował sznurki korali, medaliki, firanki jedwabne, nawet zabrał krążki wosku i rozbił skarbonkę, która stała na balaskach przy ołtarzu, do której ludzie składali ofiary, kiedy poza ołtarz szli na kolanach.
            Złodziej powybierał to wszystko, co uważał za cenne, związał w wielki obrus i uciekł przez okno nad zakrystią. Zszedł cicho po dachu na ziemię także wartownik Kuźniarz niczego podejrzanego nie zauważył. Przebrał się też za Żyda, by nie być rozpoznanym. Później droga była już prosta, bo wokół kościoła był gęsty las. Gdy złodziej odszedł na bezpieczną odległość postanowił, że chwilę odpocznie, gdyż czuł się bardzo zmęczony. Kiedy postanowił iść dalej i wziął skradzione rzeczy, nie widział niczego przed sobą. Po chwili zorientował się, że jedynym, co dostrzegał była droga prowadząca do Kościoła. Nie wiedział, co się stało. Próbował znaleźć drogę szukał rękami po lesie, szukał nogami, przecierał oczy, ale nic nie widział. Nie widział nic oprócz drogi powrotnej.
Próbował kilka razy, ale nie przynosiło to skutku. Ze zmęczenia i złości usiadł i zaczął rozmyślać. Miał usłyszeć wtedy głos sumienia: „Wróć się i odnieś kradzież to odejdziesz stąd.” Zrozumiał, że to znak od Boga. Wstał i chciał uciekać tym razem już sam, bez zdobyczy, ale znowu ta dziwna ślepota go ogarnęła i ani rusz wprzód ani boki, tylko w tył. I znowu miał słyszeć sumienie: „Świętokradztwo!, Bezbożniku! Nie pójdziesz na krok stąd dopóki kradzieży nie zaniesiesz do kościoła, nie pożałujesz za grzech i nie opamiętasz się.”
            Po tych słowach strach wielki przeszedł mu po całym ciele. Wziął zdobycz i pomyślał „wrócę się, rzucę brzemię koło bramy kościoła, a potem ucieknę”. Nie przewidział tego, że może być wtedy przyłapany. Ledwo stanął przy bramie zobaczył go Kuźniarz wartownik i szybko go złapał. Wartownik domyślał się, że to jakiś złodziej, ale nie wiedział o okradzeniu kościoła. Rano zbiegli się ludzie z całej wsi, wielu się zdumiewało z powodu tego grzesznego czynu. Zaczęli się zastanawiać, co zrobić z tym człowiekiem za ten świętokradzki czyn.
            Ksiądz Czapiński kazał winowajcę zaprowadzić do kościoła, postawić go przed odsłoniętym ołtarzem i zapalić świece na głównym ołtarzem. Złodziej Piotr opowiedział o dziwnym głosie, jaki słyszał oraz o zdumiewającej utracie wzroku. Ludzie zrozumiawszy, co chciał zrobić Piotr, oburzeni takim świętokradztwem, zaczęli go sądzić. Jedni proponowaliby złamać mu prawą rękę, inni chcieli go oślepić, jeszcze inni wypalić znak na czole lub utopić w stawie. Ksiądz Czapiński proponował, aby zawieść go do Przemyśla na sąd kasztelański. Słysząc to, Piotr upadł na kolana i zaczął wołać o litość. Jako argument stawiał to, że Bóg i Matka Boża cudowna, już mu przebaczyli. Mówił, także, że nauczkę już dostał i obiecywał, że już nigdy nie ukradnie nawet okruszka chleba. Ludzie poprosili niebiosa, aby na znak, że Bóg i Matka Boża mu przebaczyli, uczynili jakiś znak cudowny na potwierdzenie tego przebaczenia. Ludzie nie skończyli jeszcze mówić, a zasłona cudownego obrazu sama z trzaskiem i hukiem zasłoniła obraz a świece na ołtarzu same zgasły. Wtedy parafianie również przebaczyli łotrowi.
  1. KARA BOŻA ZA GRZECH NIECZYSTOŚCI

            W Chłopicach mieszkała dziewczyna Maryna Ślusarska, która była na służbie u proboszcza – kanonika Wojciecha Jakubowskiego. Maryla była urodziwą, piękną i pobożną. Uczestniczyła w Niedzielę i święta na Mszy świętej i Różańcu, gdyż bardzo lubiła śpiewy. Należała też do róży różańcowej. W kościele poznała też Mateusza Myśliwca, który był parobkiem u Kmiecia Jana Kiełta. Zakochała się w nim bardzo, a jak to w miłości bywa Maryna nie odczytała złych intencji tego chłopaka. Trudno się, dziwić tym postępowaniem, gdyż Maryna była sierotą i nie miała rodziny. Brakowało jej też dobrego przyjaciela, nie miała więc komu się zwierzyć i kogo poradzić. Uważała, że wszyscy ludzie są dobrzy, że wszyscy kochają Boga, a tym bardziej ci, którzy chodzą do kościoła i pobożnie się modlą, tak jak Mateusz. Nie znała jego złych zamiarów. Kierując się tym, że obiecywał jej małżeństwo, zgodziła się popełnić z nim grzech nieczystości.
             Maryna szybko się przekonała o złych zamiarach Mateusza i chodziła na pole gdzie pracował prosić by się z nią ożenił, jednak w głowie Mateusza nie było chęci małżeństwa tylko, przyjemności. Ile razy ona przychodziła, on ją przepędzał i nawet kosą jej groził. Dziewczyna nie mając wyjścia nadal grzeszyła z nim jak nikt nie widział.
            Pewnego razu jak szła do Mateusza zobaczyła w lesie ptaka czarnego i bardzo wielkiego. Przestraszyła się go bardzo, ale szła dalej. Gdy stanęła nad potokiem w lesie próbowała go przeskoczyć, ale w miejscu zbyt głębokim i nurt wodny przewrócił ją tak, że cała przemokła. To także jej nie zniechęciło i szła dalej aż miała usłyszeć głos: „Gdzie ty idziesz? Co chcesz zrobić? Wróć się, bo możesz zginąć z duszą na wieki.” Przestraszyła się znowu i chwyciła ręką medalik oraz zaczęła odmawiać „Pod Twoją obronę” przy tym wołając z płaczem: „Najświętsza Panno cudowna ratuj mnie!” Szybko wróciła do domu zapłakana, a następnego dnia poszła do kaplicy i całą Mszę leżała krzyżem na podłodze. Po wyspowiadaniu się wróciła do poprzedniego stylu życia. Dalej była pobożną dziewczyną. Unikała Mateusza, który rozkochał ją w sobie i wykorzystał.
            Mateusz nie poniósł odpowiedzialności za swój zły występek, bo nie miał kto wstawić się za biedną sierotą. Chłopak uwiódł kolejną dziewczynę – córkę gospodarza Szałąśnika i zostawił ją. Tym razem jednak ojciec dziewczyny ujął się za swoim dzieckiem. Zaskarżył go do urzędu kasztelańskiego w Przemyślu. Mateusza skazano na dwa lata więzienia w wieży. Żołnierze mieli też obowiązek mówienia o jego przestępstwach i wyroku ku przestrodze innych dziewcząt i chłopców. Z tej okazji w kaplicy umieszczono obrazek Maryli Ślusarskiej, jak się w pole wybierała do Mateusza i jak doznała nawrócenia.
  1. ZDRAJCA UKARANY

            W 1624 roku w lecie, za panowania króla polskiego Zygmunta III na Galicję napadli Tatarzy. Zaatakowali od Stanisławowa przez Sambor aż do Przemyśla. Prowadził ich sam Chan. Będąc w Przemyślu podzielił swoich ludzi na dwa oddziały. Jednemu kazał rabować wsie od Przemyśla do Brzozowa i Krosna; drugi miał przez Radymno, Jarosław, Kańczugę, Łańcut, dojść aż do Rzeszowa. Chan pozostał w Urzejowicach pod Łańcutem na plebani, a Tatarzy rabowali wioski i miasta znosząc wiele zrabowanych rzeczy do dzisiejszej wsi Wolica.
            Chłopice nie miały w tym czasie kościoła, bo kościół zapadł się razem z domami nieuczciwych Szymona i kościelnego, w miejscu znanym jako „Kościsko”. W lesie na wzgórzu stała kaplica z cudownym obrazem Matki Bożej, która ukazała się w 1490 roku na gruszy na polu Czyża i Śliwy.
            Tymczasem Tatarzy atakowali wioski od strony Radymna przez Dymitrowie gdzie była cerkiew dla Rusinów. Polacy zaś jeździli do Kosienicy, bo tam była ich parafia. Tatarzy używali wszelkich możliwych środków by zrabować i spalić tą cerkiew. Nie potrafili jednak przełamać obrony ludzi, który nie dawali za wygraną. Tylko jeden Tatar przestrzelił obraz Matki Bożej strzałą i tak pozostało do dziś. Po tym wydarzeniu Tatarzy pojechali do Tuligłów, Rokietnicy i Rudołowic, paląc wszystko po drodze – domy, dwory i kościoły.
            W tym czasie w lesie w Chłopicach, koło kaplicy cudownej Matki Bożej przebywało tysiące ludzi z Chłopic i okolic. Ludzie, ratując swój dobytek, uciekali z dziećmi oraz ze zwierzętami. Tatarzy o tym miejscu nie wiedzieli, bo w Chłopicach nie było dworu pańskiego, więc nie było, co rabować, a ponadto położenie Chłopic było bardzo utrudnione ze względu na wiele stawów, które otaczały tę miejscowość od strony Boratyna i Łowiec, a także gęste lasy. Chłopice w tym czasie były własnością panów Tarnowskich późniejszych Jarosławskich.
            W pustelni przy lesie mieszkał w tym czasie pustelnik Marcin Romowski – wojskowy. Z sąsiednich miejscowości widać było dymy palonych dobytków ludzkich. Do tego wieści o wielu napadach dochodziły do ludzi, co zwiększało ich strach, a co za tym idzie gorliwość w prośbach do Matki Bożej cudami słynącej. Rozstawiono też straże i pełniono warty po okolicy, by się skutecznie bronić w razie niespodziewanej napaści.
            Tatarzy dowiedzieli się od chłopów z Radymna, że w Chłopicach znajduje się kaplica, do której ludzie pielgrzymują i zostawiają liczne wota i ofiary. Gdy pustelnik i leśniczy zobaczyli zbliżających się Tatarów, postanowili się bronić. Nie mieli jednak nic poza nazbieranymi w lesie „suchymi kosturami”. Na głos pustelnika chłopi ruszyli do ataku. Tatarzy przestraszyli się bardzo, że jest to większa zasadzka i zaczęli uciekać, zabierając ze sobą tych chłopów, którzy ich prowadzili, aby się im odwdzięczyć za tą ich „radę”. Ludzie ścigali ich aż do Rudołowic. Po raz kolejny Matka Boża okazała cudowną opiekę nad wieloma czcicielami, który w tym lesie się ukrywali. Tatarzy tych zdrajców, który źle ich poprowadzili, przywiązali do drzew i zrobili sobie konkurs strzelecki do żywego celu. Wszyscy zginęli od strzał tatarskich łuków. Po wyjeździe Tatarów pochowano ich razem w jednym dole na polu, bez trumien i bez dzwonów, ze strzałami, które w nich tkwiły.

 

  1. KARA BOŻA NA ZABÓJCĘ

            Jak mówi kolejna legenda, jeden odpust w Chłopicach miał miejsce 28 sierpnia na ruskie Wniebowzięcie Matki Bożej, a drugi na Jagodną – po 2 lipca. Jak to przy odpustach bywało przyjeżdżali zawsze handlarze różnych stron, sprzedając obrazy, kroniki, książki itp. Wśród tych ludzi przyjechał też pewien człowiek z żoną, którego spotkało wielkie nieszczęście. Konie gospodarza spłoszyły się i biegły ciągnąc wóz, tak, że mocno go dyszlem uderzyły i padł z krzykiem na ziemię. Ludzie się zbiegli, złapali konie, zawołali jego żonę i księdza. Ksiądz go wyspowiadał, ale komunii nie udzielił, bo z ust lała mu się krew tak, że nie mógł przełykać.
            Ludzie, którzy widzieli to wydarzenie, razem z jego żoną zaczęli płakać nad jego strasznym losem. Chory z trudem wypowiedział słowa: „Wy płaczecie, ale nic nie wiecie, za co mnie taka śmierć spotyka”. Po czym opowiedział historię, o której nikt nie wiedział. Mówił, że 10 lat wcześniej w dzień odpustu, zabił on człowieka i to dokładnie w tym samym miejscu w lesie. Ludzie nie wiedzieli co robić.
            Gospodarz zmarł. Pochowano go dwa dni później w lesie na cmentarzu i to obok zabitego przez niego wcześniej człowieka. Żona przyrzekła, że odda te skradzione wówczas przez męża pieniądze sierotom po zabitym mężczyźnie. Na drugi dzień po pogrzebie przybiegł grabarz Maciej Wlazło i kościelny z nowiną, że ziemia na grobie pękła na dwoje tak, że trumnę widać. Zakopali go głębiej, ale ta sytuacja się powtórzyła. Zdecydowali więc, że pochowają go poza cmentarzem i gdy tak zrobili zjawisko więcej się nie powtórzyło.

………………………………………………….

………………………………………………………………….

Katecheza 19

RZECZY OSTATECZNE CHŁOWIEKA

coś czego nie unikniemy

 

Drodzy młodzi!

To trudny temat, szczególnie w waszym wieku. Dopiero stoicie na życiowym starcie, a tu nagle ktoś przypomina wam o końcu ziemskiej wędrówki. Pamiętajcie jednak, że idąc przez życie pracujecie na wieczność. Stare przysłowie mówi „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”. To nie straszenie wiecznością, ale przypomnienie dokąd idziemy.
Przypomnijmy więc sobie co czeka nas u kresu wędrówki.
Katechizm w oparciu o Pismo Święte mówi o rzeczach ostatecznych, czyli takich, które spełnią się na końcu życia i które będą jego podsumowaniem. To ŚMIERĆ, SĄD, NIEBO ALBO PIEKŁO.

Na koniec przeczytaj tekst z Pisma Świętego i zastanów się na ile realizujesz w życiu to co mówi Chrystus!?

„Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!
Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; 
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.
Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!
Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.”
Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».

……………………………………

Katecheza 18

KILKA PRZYPOMNIEŃ ODNOŚNIE BIERZMOWANIA

NAUCZ SIĘ TEGO. PROSZĘ!!!

 

……………………………………………………………

 

Katecheza 16 i 17

UCZYNKI MIŁOSIERDZIA

względem duszy i ciała

 

ODKRYJMY NA NOWO UCZYNKI MIŁOSIERDZIA

to zadanie dla nas wszystkich, szczególnie w tym trudnym czasie.

 „Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli uczynki miłosierdzia względem ciała i względem ducha. Będzie to sposobem na obudzenie naszego sumienia, często uśpionego w obliczu dramatu ubóstwa, a także umożliwi nam coraz głębsze wejście w serce Ewangelii, gdzie ubodzy są uprzywilejowani dla Bożego miłosierdzia” – napisał Ojciec Święty Franciszek.
Przepowiadanie Jezusa przedstawia te uczynki miłosierdzia, abyśmy mogli poznać, czy żyjemy jak Jego uczniowie, czy też nie. Odkryjmy na nowo uczynki miłosierdzia względem ciała: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać. I nie zapominamy o uczynkach miłosierdzia względem ducha: wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, grzeszących upominać, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych” – kończy papież Franciszek.

Względem ciała

     Listę uczynków miłosiernych co do ciała podsunął sam Pan Jezus. W wielu domach ciągle  widzimy osoby w potrzebie. Z drugiej strony zarówno pośród dorosłych jak i dzieci widzimy tych, którzy chcą łaknących nakarmić, którzy umieją się podzielić tym, co mają. Nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim, ale niech to będzie na miarę naszych możliwości.
      Pojawia się niekiedy sytuacja, że ludziom brakuje wody pitnej słyszymy wtedy różne apele, na które odpowiadają nie tylko ludzie wierzący w Boga, ale i niewierzący. Taka pomoc ratuje zdrowie i życie. Ale przecież wśród nas jest wiele osób, które pragną czegoś znacznie ważniejszego niż wody. Wówczas, zarówno w sferze fizycznej, jak i duchowej, możemy przyjść z pomocą i spragnionych napoić.
      Zauważenie nagości było pierwszym skutkiem grzechu pierworodnego, jaki  wskazał autor słów zapisanych w Księdze Rodzaju (por. Rdz 3, 10). Ale też nagość jest symbolem bezradności, bezbronności. Znając skutki grzechu pierworodnego staramy się nagich przyodziać, przywracać zdrowe poczucie wstydu i wskazywać oparcie w miłości Boga.
      Podróżni, pielgrzymi, tułacze. Roztropność nakazuje zachowanie ostrożności, ale trzeba też umieć zaufać i podróżnego wesprzeć, poczęstować ciepłym posiłkiem, a niekiedy przyjąć do domu. Podróż jest też symbolem ludzkiej pielgrzymki przez życie, w tym szerszym rozumieniu czasem trzeba kogoś przyjąć pod dach swojej wiary, aby nabrał sił do dalszego samotnego pielgrzymowania.
      Nie do nas należy osądzanie,  zadaniem każdego, kto ufa Bogu jest przywracanie nadziei, dawanie kolejnej szansy. To właśnie jest pocieszanie więźniów – wskazywanie drogi do światła Słowa Bożego, podtrzymywanie na duchu w trudnym podnoszeniu się.
      Choroba i cierpienie w jakimś stopniu są udziałem każdego człowieka. Chorzy uczą się ofiarowywania swych cierpień, a ci, którzy ich otaczają mają za zadanie nie pozostawić nikogo w samotności – stąd mocny nakaz, by być z nimi. Odwiedzać chorych, to też pomóc im duchowo, niekiedy wezwać kapłana, który ma prawo udzielać sakramentów świętych, niekiedy zaprosić osobę, która po prostu spędzi czas z cierpiącym, odda mu swój czas.
    Znakiem poniżenia było – jak przypomina Księga Tobiasza – pozostawianie zmarłych bez pochówku. Tymczasem grzebanie zmarłych to jeden ze znaków okazywania godności człowiekowi, jego ciału. Nie można się jednak zgadzać, by pogrzeb był jedynie obrzędem.  Najważniejsza jest Msza Święta w intencji zmarłego, może nawet zorganizowanie zbiórki na Mszę św. gregoriańską.

 

Względem duszy

      Znamy też uczynki miłosierne względem duszy, zauważmy, że każdy z nich jest wskazaniem zapisanym w Piśmie Świętym. Ich treść nie budzi wątpliwości, szukajmy okazji, by w sposób pełen mądrości:
  • Grzesznych upominać jak w  Mt 18,15-17;
  • Nieumiejętnych pouczać jak w  Kol 2,2;
  • Wątpiącym dobrze radzić     jak w Mt 14,22-33;
  • Strapionych pocieszać  jak w 2 Kor 1,4;
  • Krzywdy cierpliwie znosić jak w Mt 5,38-39;
  • Urazy chętnie darować jak w  Mt 6,14-15;
  • Modlić się za żywych i umarłych jak w 2 Mch 12,44-45.
      Słowa użyte na tej liście są jasne i jednoznaczne, ale wiemy z praktyki, że wprowadzenie ich w życiu nie jest takie proste. Święty Tomasz z Akwinu napisał kiedyś, że sensowne jest zwracanie uwagi tylko takiej osobie, która jest pewna naszej życzliwości. A zatem – nim upomnisz skutecznie zaprzyjaźnij się z tym, kogo chcesz pouczyć, by Twych słów nie potraktował jak ataku. Doradzaj tylko tym, których przekonasz, że warto Ciebie słuchać, nie występuj z piedestału, zacznij raczej od tego, że sam często rady potrzebujesz.
      Pocieszaj słowami prowadzącymi do nadziei, niech Twoje pocieszenie nie będzie puste, bo tylko jeszcze większą krzywdę wyrządzisz. Krzywdy znoś jak Pan Jezus, módl się w intencji krzywdzicieli, ofiaruj swoje upokorzenie w ich intencji.  Darując winy nie udawaj, że nic się nie stało, zło trzeba nazwać złem, a potem je przekreślić swoim pragnieniem dobra, ważne, by umieć przerwać łańcuch zła – jak Pan Jezus.

 

 

 

Przyjmijcie jeszcze  kilka dobrych rad i zastanówcie się nad nimi. 

Nie wolno poprzestać na słowach określających miłosierdzie wobec ciała i wobec ducha. Są prawdziwe, wyprowadzone z Pisma Świętego, mówią to, co najważniejsze, ale nie mówią wszystkiego.  Możemy i powinniśmy wzbogacać tę listę.
     Spojrzyjmy na „boleści współczesnego świata”, boleści, których źródłem są ludzie zaślepieni. Często działają oni w nieświadomości, którą wołanie innych może przerwać. Każde zauważone cierpienie może stać się okazją do budowania miłosierdzia. Wystarczy zobaczyć w sobie zło, które powoduje cierpienie innych i zacząć nad tym pracować. 
      Poniżej przedstawiam wybrane cierpienia współczesnego, także młodego, człowieka dodając rady, jakie – być może – staną się pomocą w okazywaniu miłosierdzia. Bo przecież miłosierdziem jest unikanie takiego postępowania, które może stać się powodem cierpienia.

 A WIĘC!!!!~…..

  • niepunktualność, jest to po prostu brak szacunku do człowieka, który na mnie czeka, czasem rodzi poczucie podeptanej godności.
Rada: przede wszystkim koniecznie muszę – jeśli jest – zauważyć swoją niepunktualność. Zaraz potem przeprosić wszystkich, którzy kiedykolwiek na mnie czekali. No i natychmiast podjąć pracę nad tą formą lekceważenia człowieka.
  • nieustanne krytykowanie, podkreślanie złych cech spotykanych/ omawianych ludzi, jest to czasami próba ukrycia własnych wad, jest brakiem miłości i „Bożej spostrzegawczości”. Jest to krytykanctwo, czyli wytykanie zła, dalekie jest ono od mądrej krytyki, która zawsze podsuwa rozwiązanie prowadzące do dobra.
Rada: zacząć warto od uczyć się postawy, w której – widząc zło – natychmiast szukamy w sercu drogi prowadzącej do dobra. To jeszcze nie wszystko: szukamy sposobu, jak możemy dyskretnie, nie narzucając się, wskazać ścieżkę wyjścia w stronę dobra. Mistrzostwem jest takie ukrycie siebie, aby osoba błędnie postępująca sama odkryła kroki wyjścia z błędnego postępowania. Niezwykle ważne jest zachowanie wolności osoby, z którą, czy o której rozmawiamy.
  • pamiętliwość. To bywa wpisane w temperament, niektórzy mają niezwykłą i przerażającą łatwość pamiętania latami złych zachowań innych, jeśli nad tym nie pracują, niemal zawsze przypominanie dawnego zła rodzi cierpienie i bezsilną złość.
Rada – uczyć się zachowywania dla siebie tego, co uporczywa pamięć podsuwa. Działaniem miłosiernym jest dawanie szansy na poprawę. Pamiętając zło, jakie ktoś popełnił możemy się stać jedynie bardziej ostrożni, nie musimy zawsze tego przypominać. Przeciwnie: zauważenie, że ktoś pracuje nad sobą i poprawia złe zachowania jest bardzo motywujące.
  • rozsiewanie poczucia beznadziejności.
Rada: praca nad taką cechą wymaga dość długiej pracy, ale zawsze przynosi skutek. Praca nad sobą zaczyna się od dziękczynienia. Nawet nie musi się tego wypowiadać, ale trzeba dziękować, najpierw Panu Bogu.  Potem – już wypowiadając spokojnie – uczymy się dziękowania każdemu z ludzi, których spotykamy. Powód zawsze można znaleźć, tylko trzeba chcieć.
  • nakręcanie się” , czyli podtrzymywanie złości czy po prostu złego nastroju.
Rada: uczenie się dystansu do siebie. Trzeba umieć nazwać swój zły nastrój, odnajdywać jego powody i poszukiwać sposoby wyjścia. Jedno z małżeństw podzieliło się znalezionym przez siebie sposobem na niszczenie owego „nakręcania się”. Gdy mąż, zmęczony wraca do domu i od razu widzi coś, co nie jest zrobione – a jego zdaniem powinno – zaczyna się spirala, ton mówienia staje się głośniejszy, zdenerwowanie narasta. Owi małżonkowie znaleźli swój sposób na takie sytuacje: „resetują” rzeczywistość. Mąż wychodzi z mieszkania i ponownie wchodzi rozgrywając całą sceną na nowo, w taki sposób, by zauważyć dobro, by spostrzec zmęczenie drugiej osoby, by okazać pomoc.
  • niesłowność, niesolidność.
Rada: lepiej rozpoznawać swoje możliwości, gdy coś obiecujemy. Ostrożniejsze wypowiadanie obietnic, uczenie się mądrej roztropności. Gdy jednak widzimy, że nie będziemy w stanie dotrzymać terminu, albo nawet nie wykonamy zobowiązania, to trzeba wcześniej przeprosić, odwołać umowę.

Posłuchajcie hymnu ŚDM w Krakowie:

Na koniec modlitwa:

O łaskę pełnienia miłosierdzia względem bliźnich

 

Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie,
o Panie; niech ten największy przymiot Boga,
to jest niezgłębione miłosierdzie Jego,
przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich.
Dopomóż mi, Panie, aby oczy moje były miłosierne,
bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów,
ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą.
Dopomóż mi, Panie, aby słuch mój był miłosierny,
bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie
były obojętne na bóle i jęki bliźnich.
Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny,
bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich,
ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.
Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne
i pełne dobrych uczynków, bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu,
a na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace
Dopomóż mi, Panie, aby nogi moje były miłosierni bym zawsze
spieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie
i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie jest w usłużności bliźnim.

 

Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne,
bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich.
Nikomu nic odmówię serca swego. Obcować będę szczerze nawet z tymi,
o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej, a sama zamknę się
w Najmiłosierniejszym Sercu Jezusa i o własnych cierpieniach będę milczeć.
Niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój.

 

Jezu mój, przemień mnie w siebie, bo Ty wszystko możesz. Amen.

 

 

 

Katecheza 15

BIERZMOWANIE – I CO DALEJ?

……………………………………….

Sakrament bierzmowania zobowiązuje do odnalezienia swego miejsca we wspólnocie kościelnej i do pełniejszego udziału poprzez tę wspólnotę w apostolstwie. Jak to jest, że po przyjęciu bierzmowania duża część młodych ludzi żegna się z praktykami kościelnymi na długie lata? Choć zapewniają przed biskupem, że są świadomi wielkości otrzymanego daru i zadań na nich spoczywających — często ten motyw jest obecny w przepięknych podziękowaniach wypowiadanych przez młodych wobec biskupa, szafarza sakramentu — to potem wielu, pojawia się w kościele za ładnych parę lat, aby załatwiać formalności związane z przyjęciem ślubu kościelnego. Dlaczego bierzmowani nie angażują się w życie swojej parafii? Czym właściwie jest sakrament bierzmowania i jak jest przeżywany?

PRZECZYTAJ I POSŁUCHAJ ŚWIADECTW TYCH, KTÓRZY PRZYJĘLI TEN SAKRAMENT I ZACHWYCILI SIĘ DUCHEM ŚWIETYM I JEDGO DARAMI. MOŻE ZNAJDZIESZ W TYM COS DLA SIEBIE? MOZE NA KILKA DNI, MOŻE NA CAŁE ŻYCIE?

 

Po przyjęciu Sakramentu Bierzmowania zrozumiałam, że jestem częścią kościoła. Tak, jak puzzle, wierni tworzą jedną całość. Zabraknie jednej osoby (jednej części), to kościół (układanka) jest niepełny. Zrozumiałam też, że modlić nie należy się tylko wtedy, gdy mamy jakieś problemy, gdyż Bóg jest naszym przyjacielem i powinniśmy rozmawiać z nim o wszystkim. Zaczęłam dojrzalej podchodzić do sakramentu pokuty oraz Ewangelii. Julia ***

Dzięki temu sakramentowi jeszcze bardziej zbliżyłem się do Boga, lecz najważniejsze dla mnie było to, że zrozumiałem sens śmierci Jezusa na krzyżu. Bierzmowanie jest dla mnie przemianą duszy człowieka, wprowadzenie do swojego życia nowego sensu istnienia. Śmierć Jezusa to nie tylko otworzenie bram nieba dla człowieka, lecz też ukazanie sensu ofiarowania swojego życia ważniejszym celom. Cezar ***

Podczas bierzmowania obdarzyło mnie uczucie wielkiej radości. Myślałem o tym, jak teraz będzie, rozmawiałem z Bogiem o mojej przemianie i byłem szczęśliwy, że mogę przyjąć świadectwo dojrzałości. W kolejce do bierzmowania myślałem nad tym, czy rzeczywiście jestem tak dojrzały, by przyjąć ten sakrament, lecz pod koniec, Bóg dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie jestem tu przez przypadek. Mateusz ***

Przyjęcie sakramentu bierzmowania było dla mnie zdecydowanie przeżyciem wewnętrznym. Dzięki temu poczułam większą więź z Bogiem i jestem w stanie powierzyć mu swoje sprawy. Przyjęcie tego sakramentu dało mi poczucie bezpieczeństwa, ponieważ teraz już zawsze będę należeć do wspólnoty kościoła. Mam nadzieję, że moja wiara umocni się jeszcze bardziej. Anna ***

Kiedy przed bierzmowaniem wszyscy mówili mi, że jest to ważny sakrament i wiele wniesie do mojego życia, myślałam iż wszyscy przesadzają. Przecież msza trwa 1,5 godziny, a tuż po niej idę do domu, jak co niedzielę. Jednak myliłam się, gdyż dzięki bierzmowaniu stałam się bardziej dorosła chrześcijańsko. Zaczęłam zwracać uwagę na moje czyny, ale też i słowa. Czuję, że muszę postępować według mojej wiary, a właściwie to chcę postępować według mojej wiary.” Zuzanna ***

Po przyjęciu Daru Ducha Świętego na samym początku mszy byłam podenerwowana, ale gdy tylko biskup dał mi znak Ducha Świętego, całe podenerwowanie znikło, zrozumiałam, że te nerwy były niepotrzebne. Przyjęliśmy COŚ co w dalszym życiu pomoże nam zrozumieć, że Bóg jest przy nas i zawsze nam pomoże. Jeśli tylko poprosimy Boga o pomoc, zawsze zrozumie. Jest naszym przyjacielem i nie możemy o tym zapomnieć! Rita ***

Było to dla mnie bardzo ważne doświadczenie, ponieważ przyjąłem wtedy Ducha Świętego. Czułem jak do mojego ciała napływa jego moc. Byłem bardzo podekscytowany widząc tylu ludzi przyjmujących Ducha Świętego. Bardzo cieszę się z tego, że przyjąłem Go do siebie.” Aleksander ***

Przystępując do sakramentu bierzmowania, miałem nadzieję, że Duch Święty ustrzeże mnie przed złem i pokusą szatana. Początkowo bałem się i stresowałem, gdyż byłem świadomy, że ten sakrament dojrzałości jest swoistym testem odpowiedzialności sumienia. Następnego dnia ochłonąłem z emocji. Zrozumiałem chyba cel tego sakramentu. Według mnie bierzmowanie nie polega tylko na otrzymaniu Ducha Świętego. W tym sakramencie chodzi o to, by ukazać Bogu swój upór dążenia do celu, jakim jest niebo. Ukazujemy też wytrwałość w drodze pomimo przeciwności losu. Duch Święty jest swoistym „kluczem Piotrowym” do bram niebios, o który musimy dbać i sprawić, aby się nie zgubił.” Jan ***

Po przyjęciu Sakramentu Bierzmowania zrozumiałam, że mogę modlić się do Boga w każdej chwili. On zawsze mnie wysłucha i może mi dać nawet jakiś znak. Po przyjęciu Ducha Świętego do serca poczułam się dojrzalsza i bardziej odpowiedzialna. Staram się bardziej za siebie decydować. Jednym z moich wrażeń jest to, że biskup który mnie bierzmował miał ciepłą dłoń. Było wtedy zimno i kiedy dotknął mojego czoła poczułam ciepło. Jest to uczucie które na zawsze pozostanie w moim sercu.” Julia ***

Podczas Sakramentu Bierzmowania odczuwałem stres, myślałem, że źle coś zrobię lub nie wytrzymam nerwowo. Odczuwałem również ból, stałem aż półtorej godziny. Podczas mszy prosiłem, aby moje życie zmieniło się na lepsze i tak się stało. Po mszy poczułem lawinę darów Ducha Świętego. Bp. Andrzej Jeż był bardzo miły i rozdał nam książki o wierze w XXI wieku. Ogólnie atmosfera była spokojna.” Paweł

……………………………….

Katecheza 14

WIERZĘ W KOŚCIÓŁ? JESTEM W KOŚCIELE?

DRODZY MŁODZI PRZYJACIELE!
Duch Święty jest u początku Kościoła, działa w Nim i Nim kieruje. Podczas niedzielnej Mszy Świętej, w wyznaniu wiary powtarzamy: wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Ale czy zastanawiamy się co to tak naprawdę oznacza? Duch Święty kieruje Kościołem, ale w Kościele są także ludzie, którzy nie zawsze są święci, a mając wolną wolę nie muszą poddawać się kierownictwu Ducha Świętego. I to właśnie sprawia, że nie zawsze postępują dobrze, gorzej – często psują Kościół i prowadzą jego członków na złe drogi. A więc Kościół to rzeczywistość Bosko – ludzka, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Przypomnieliśmy sobie co to jest Kościół. Teraz zastanówmy się jaki jest Kościół? Jakie są jego cechy?

Idąc dalej zastanówmy się nad ważną w dzisiejszych czasach sprawą dla chrześcijan. Czy kościół jest nam potrzebny. Posłuchaj świadectwa:

POSŁUCHAJ ŚWIADECTWA:

Niech te kilka refleksji pomoże ci odpowiedzieć sobie na pytanie, ważne pytanie: Czym jest dla mnie Kościół?

………………………………………………

 

Katecheza 13

DARY DUCHA ŚWIĘTEGO

DRODZY MŁODZI PRZYJACIELE!
Przyjęcie Sakramentu Bierzmowania to przede wszystkim otwarcie się na działanie Ducha Świętego. Udziela On szczególnych darów, aby swoją wiarę umacniać, pogłębiać i według niej żyć.

ZAMIAST WSTĘPU – MODLITWA. POSŁUCHAJ I POMÓDL SIĘ!

PRZECZYTAJ I POSTARAJ SIĘ ZROZUMIEĆ!

Pismo Święte wylicza dary, jakie przynosi nam Duch Jezusa. To dar mądrości, rozumu, umiejętności, rady, męstwa, pobożności i bojaźni Bożej.
Dar mądrości
Wszystko, co dobre, zaczyna się od mądrego myślenia. Duch tego świata usiłuje wmówić nam, że mądrość to nic więcej niż tylko inteligencja, wiedza czy wykształcenie. Duch Święty przypomina, że mądrość to korzystanie z inteligencji, wiedzy i wykształcenia wyłącznie w jednym celu: po to, by kochać. Mądrość przejawia się poprzez rozumienie sensu poszczególnych przykazań Dekalogu i norm moralnych, które chronią nas przed błędami, krzywdami i cierpieniem. Mądrość to odróżnianie dobra od zła, miłości od jej imitacji, wartości pozornych od wartości prawdziwych. To świadomość, że bez pomocy Ducha Świętego jesteśmy omylni i zawodni w tym, co myślimy i czynimy. Boża mądrość wiąże umysł z sercem, realizm z ideałami, odwagę z roztropnością.
Dar rozumu i rady
Te dwa kolejne dary są ściśle związane z darem mądrości. Po grzechu pierworodnym człowiek potrafi używać myślenia w nierozumny sposób i oszukiwać samego siebie. Dar rozumu uzdalnia człowieka tego, by nie tylko poznawał świat wokół siebie, ale też by coraz lepiej rozumiał samego siebie i innych ludzi. Dzięki temu darowi jesteśmy w stanie odróżniać świętość od grzechu, a drogę błogosławieństwa i życia od drogi przekleństwa i śmierci. Trzeci dar Ducha Świętego to dar rady. Łatwiej jest udzielać mądrych rad innym ludziom niż samemu sobie. Właśnie dlatego im bardziej ktoś chce pomóc samemu sobie, tym bardziej potrzebuje rady i pomocy od Boga. Duch Święty udziela nam mądrych rad, czyli takich, które są zgodne z Dekalogiem. Pierwsi ludzie nie skonsultowali się z Bogiem, lecz z syczącym głosem szatana. Posłuchali najgorszej rady, jakiej udzielono w historii ludzkości. Również w naszych czasach żyjemy w cywilizacji złych rad. Łatwiej nam słuchać złej rady ludzi zdemoralizowanych czy naiwnych niż dobrej rady mądrych przyjaciół, gdyż ci pierwsi podpowiadają nam to, co łatwiejsze, a przyjaciele zachęcają do czynienia tego, co prowadzi do szczęścia, ale stawia trudne wymagania. Duch Święty zawsze radzi czynić to, co sprawiedliwe i święte. Spośród ludzi wzorem w udzielaniu mądrych wskazań jest Maryja – Matka Dobrej Rady, która poleca nam czynić wszystko, cokolwiek Jej Syn nam powie i o czym Jego Duch będzie nam przypominał do końca czasów (por. J 2, 5).
Dar męstwa
Chodzi tu o męstwo w czynieniu dobra, gdyż czynić zło potrafi każdy tchórz. Duch Święty przypomina nam o tym, że odważni są ci, którzy nie boją się słuchać głosu sumienia, przyznawać do Jezusa i bronić swoich ideałów. Taką odwagą zachwyca nas O. M. Kolbe w Oświęcimiu czy Matka Teresa w slumsach Kalkuty. Bożą odwagą zachwyca nas błogosławiony ks. J. Popiełuszko i Jan Paweł II. Można było do nich strzelać, ale nie można było ich zastraszyć. Duch Święty dodaje nam odwagi w mierzeniu się z własnymi słabościami i lękami o przyszłość. Pomaga pokonywać trudności, stawiać sobie twarde wymagania, stanowczo bronić własnych marzeń, pragnień, ideałów i aspiracji. Nikt nie namówi do zła tego, kto ma odwagę powiedzieć samemu sobie stanowczo „nie!”, gdy przychodzi mu mierzyć się z własną słabością czy pokusą. Najbardziej odważni są ci, którzy najbardziej kochają, czyli stają się najbardziej podobni do Boga.
Dar umiejętności
Każdy człowiek posiada jakieś pozytywne umiejętności. Niektóre z nich nabywamy niemal bez wysiłku, spontanicznie, jak na przykład umiejętność oddychania, poruszania się czy posługiwania się językiem ojczystym. Są jednak takie umiejętności, których są ważne, a których nie nabywa się łatwo, na przykład zdobywanie wiedzy czy budowanie pozytywnych więzi. Najważniejsza umiejętność to zdolność mądrego kierowania samym sobą i naśladowanie Chrystusa, czyli ofiarna i mądra miłość. Duch Święty uczy nas umiejętności odnoszenia się z mądrą miłością nawet do tych ludzi, którzy jeszcze czy znowu nie kochają. Pomaga łączyć miłość do Boga z miłością do człowieka, bogactwo duchowego z dobrobytem materialnym, powołanie z hobby, pracę z odpoczynkiem.
Dar pobożności i bojaźni Bożej
Dzięki temu darowi odróżniamy pobożność od jej karykatur: dewocji, fanatyzmu, czy fałszywego przekonania o naszej wyższości nad innymi ludźmi tylko dlatego, że zostaliśmy ochrzczeni i uważamy siebie za chrześcijanin. Dar pobożności pomaga rozmawiać z Bogiem w sposób, który prowadzi do ciągłego nawracania się i wierności otrzymanemu od Boga powołaniu. Siódmym darem Ducha Świętego jest dar bojaźni Bożej. Ten dar nie ma nic wspólnego z lękiem czy przerażeniem. Pismo Święte wyjaśnia, że bojaźń Boża to początek mądrości, gdyż nie wynika ze strachu przed Bogiem, ale z szacunku i wdzięczności wobec Boga, który kocha nas aż do krzyża. Bojaźń Boża to nie strach, jakiego doświadczał Adam po grzechu pierworodnym, lecz pokora grzesznego człowieka w obliczu Boga, który jest świętością.

NAUCZCIE SIĘ PRZYNAJMNIEJ WYMIENIĆ TE DARY

I SPRÓBUJCIE ZROZUMIEĆ CO ONE NAM DAJĄ.

POSŁUCHAJ:

…………………………………..

Katecheza 12

CNOTY GŁÓWNE – KARDYNALNE

DRODZY MŁODZI PRZYJACIELE!
Idąc naszą drogą przygotowania do przyjęcia Sakramentu Bierzmowania,  pochylamy się znowu nad cnotami. Omówiliśmy już cnoty Boskie – wiarę, nadzieję i miłość. Dziś cnoty kardynalne – roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo.

Odgrywają one główną rolę w życiu, stąd nazywa się je „kardynalnymi”. Wszystkie zostały wymienione we fragmencie Księgi Mądrości:

„I jeśli kto miłuje sprawiedliwość – jej to dziełem są cnoty: uczy bowiem umiarkowania i roztropności, sprawiedliwości i męstwa, od których nie ma dla ludzi nic lepszego w życiu. (Mdr 8,7)”

Roztropność to cnota, dzięki której człowiek jest w stanie rozpoznać dobro i wybrać odpowiednie środki do jego pełnienia: „Człowiek rozumny na kroki swe zważa” (Prz 14, 15). Św. Tomasz określił ją „prawą zasadą działania”. Kieruje ona sądem sumienia człowieka, który dzięki roztropności potrafi podejmować decyzje odnośnie własnego postępowania. Dzięki tej cnocie możliwe jest bezbłędne stosowanie zasad moralnych w poszczególnych sytuacjach.

Sprawiedliwość jest cnotą polegająca na stałej i trwałej woli oddawania Bogu i bliźnim tego, co im się należy. W stosunku do Boga jest ona określana „cnotą religijności” i znajduje swój wyraz w aktach pobożności. Natomiast w stosunku do ludzi wiąże się ona z poszanowaniem praw każdego człowieka i do czuwania nad harmonią w stosunkach międzyludzkich. Człowiek sprawiedliwy to człowiek prawy i uczciwy, zarówno w swoich myślach, jak i postępowaniu.

Umiarkowanie jest cnotą, która pozwala opanować dążenie do przyjemności i wprowadza w życiu człowieka równowagę. Dzięki niej wola jest w stanie panować nad popędami. Osoba obdarzona tą cnotą nie daje się uwieść… by iść za zachciankami swego serca (Syr 5, 2). W Nowym Testamencie umiarkowanie nazywane jest skromnością bądź prostotą.
Męstwo to cnota zapewniająca człowiekowi wytrwanie w trudnościach i stałość w dążeniu do dobra. Ułatwia stawianie oporu wszelkim pokusom i pomaga przezwyciężać przeszkody w życiu moralnym. Uzdalnia także do przezwyciężania strachu, w tym strachu przed śmiercią. Człowiek, który odznacza się męstwem, jest zdolny do wyrzeczeń, a nawet złożenia siebie w ofierze w obronie słusznej sprawy.

Zadanie:

„Jak realizować w życiu cnoty kardynalne?”

Napisz i prześlij na mojego maila: jacek0550@op.pl

Przypominam młodzieży z klasy VIII, szczególnie z Chłopic i Jankowic, że pisanie zadań i odpowiedzi na pytania, które pojawiają się na Waszej stronie, jest warunkiem dopuszczenia do Bierzmowania. Nie mamy w obecnej sytuacji innej możliwości przeprowadzenia egzaminu. Wszystkie Wasze odpowiedzi notuję!!!!

Proszę więc tych, którzy jeszcze nic do mnie nie napisali, by nadrobili zaległości z poprzednich katechez.

Pozdrawiam. Ks. JK

…………………………………………………………….

KATECHEZY 10 I 11 PRZENIESIONE DO ARCHIWUM – W RAZIE POTRZEBY PROSZĘ O KONTAKT

 

Katecheza 9

CNOTY BOSKIE – TEOLOGICZNE

DRODZY MŁODZI PRZYJACIELE!
Idąc naszą drogą przygotowania do przyjęcia Sakramentu Bierzmowania, chciejmy w tym tygodniu pochylić się chwilę nad cnotami. Zapewne potraficie wymienić katechizmowe cnoty: Boskie – wiara, nadzieja, miłość i kardynalne – roztropność, sprawiedliwość, wstrzemięźliwość i męstwo. Umieć wymienić to jednak trochę za mało. Trzeba wiedzieć co one oznaczają i do czego nas zobowiązują.
Jako chrześcijanie powinniśmy ciągle w swoim życiu te cnoty pielęgnować, rozwijać i wcielać w życie. A to wcale nie jest łatwe. We współczesnym świecie bardziej hołduje się przyjemnościom niż praktykuje cnotliwe życie.
  • Niżej znajdziecie krótki opis cnót teologicznych, oraz filmiki, które przedstawiają, co na temat tych cnót pisał Św. Jan od Krzyża, znany i ceniony mistrz życia duchowego. Posłuchajcie tych refleksji.

  • W tekstach omawiających cnoty kolorem czerwonym oznaczone są cytaty z Pisma Świętego, a w nawiasach znajdziecie miejsce w Biblii, gdzie one się znajdują.

Więc czym tak właściwie są cnoty. Starożytny teolog Św. Grzegorz z Nyssy mówił że: „Celem życia cnotliwego jest upodobnienie się do Boga.”  A więc można powiedzieć, że cnotą w moralności chrześcijańskiej określa się trwałą dyspozycję człowieka do czynienia dobra. To właśnie dzięki cnotom osoba wypełnia dobre uczynki oraz daje z siebie to co najlepsze.
Cnoty boskie, czyli teologiczne, są tymi cnotami, dzięki którym człowiek może uczestniczyć w naturze Bożej; odnoszą się bezpośrednio do Boga i od Niego pochodzą. Uzdalniają one chrześcijanina do życia w jedności z Trójcą Świętą. Są one podstawą całego życia moralnego, gdyż kształtują inne cnoty moralne. Zostały wszczepione w dusze chrześcijan przez samego Pana, aby mogli oni postępować jako dzieci Boże. Właśnie przez te cnoty w człowieku jest obecny i działa Duch Święty. Należą do nich: wiara, nadzieja i miłość.

Wiara

Wiara jest cnotą, która sprawia, że chrześcijanie wierzą w Boga oraz w Jego Objawienie, a zatem również w to, co Kościół święty podaje do wierzenia. Wiara jest równoznaczna z całkowitym powierzeniem się Bogu i poddaniem Jego woli. Wzorem tego posłuszeństwa są Abraham („ojciec wszystkich wierzących”) oraz Maryja.
Wiara nie może być oddzielona od pozostałych cnót. Ona „działa przez miłość”(Ga 5,6). Wymaga uczynków, bo bez nich „jest martwa” (Jk 2,26). Pozbawiona miłości i nadziei nigdy nie jednoczy w pełni wiernego z Chrystusem.
Zadaniem chrześcijanina jest nie tylko wierzyć, ale też dawać świadectwo swojej wiary, co podkreślał sam Chrystus: „Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto sie Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10, 32-33).”

Nadzieja

Nadzieja jest cnotą, dzięki której wierni pragną Królestwa Bożego i życia wiecznego w jedności z Bogiem, pokładając ufność w obietnicach Jezusa: Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, która wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnice (Hbr 10, 23).
Przez cnotę nadziei człowiek dąży do szczęścia; jest ona inspiracją do działania. Chroni ludzi przed zwątpieniem i podtrzymuje w ciężkich chwilach, zapewniając radość nawet w czasie próby, zgodnie ze słowami św. Pawła: Weselcie się nadzieją! W ucisku bądźcie cierpliwi (Rz 12,12). Nadzieja powinna zatem towarzyszyć chrześcijaninowi we wszelkich okolicznościach.
Cnota nadziei znajduje swój wyraz w modlitwie chrześcijańskiej, zwłaszcza w „Ojcze Nasz”.

Miłość

Miłość jest tą cnotą, która pozwala wiernym miłować Boga dla Niego samego oraz miłować bliźnich jak siebie samych ze względu na miłość Boga.
W nauczaniu Jezusa przykazanie miłości Boga i miłości bliźniego zajęły pierwsze  miejsce. Miłość stanowi bowiem centrum moralności chrześcijańskiej. Sam Bóg jest nazywany Miłością, gdyż umiłował swoje stworzenie – człowieka – tak bardzo, że oddał swojego Syna, aby ten umarł za grzechy wszystkich ludzi.
Chrześcijanin powinien obdarzać miłością nie tylko swoich bliskich, lecz również nieprzyjaciół: „A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują (Mt 5,44).” To przykazanie miłości nieprzyjaciół było swoistą nowością dla współczesnej Chrystusowi ludności żydowskiej.
Miłość przewyższa wszystkie cnoty i jest uznawana za pierwszą z cnót Boskich. Ożywia i inspiruje praktykowanie wszystkich pozostałych. Św. Paweł nazwał ją „więzią doskonałości” (Kol 3, 14). Jej owocami są radość, pokój i miłosierdzie. 

ZADANIE:

PRZECZYTAJCIE „HYMN O MIŁOŚCI” ŚW. PAWŁA APOSTOŁA, który znajduje się w 13 rozdziale 1 Listu do Koryntian.
Można też posłuchać pięknej interpretacji tego tekstu w wykonaniu Antoniny Krzysztoń:

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Katecheza 7

Rola modlitwy w życiu chrześcijanina

Modlitwa to dialog z Bogiem. Tak najkrócej można streścić jej istotę. Modlimy się wtedy, kiedy jesteśmy radośni, kiedy jest nam smutno, kiedy dzieje się coś niedobrego. Chrześcijanin chce, by Bóg był obecny w jego życiu w każdej sytuacji.

A więc modlitwa to nawiązanie osobistej relacji z Panem Bogiem, a to wcale nie jest takie łatwe.

Oto kilka zasad, które pomogą Ci tę relację nawiązać.

 

Zasada pierwsza: Bóg cię kocha i ma dla twojego życia wspaniały plan.
Bóg cię stworzył. Co więcej, Bóg tak bardzo cię kocha, że chce, byś Go znał i spędził z Nim całą wieczność. Jezus powiedział: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.
Jezus przyszedł na świat po to, by każdy człowiek mógł zrozumieć Boga i poznać Go osobiście. Tylko Jezus może nadać życiu znaczenie i cel.
Co zatem powstrzymuje człowieka od poznania Boga?

 

Zasada druga: Człowiek jest grzeszny i w konsekwencji oddzielony od Boga.
Powodem, dla którego odczuwamy owo oddzielenie, odseparowanie od Boga, jest nasz grzech. Biblia mówi: „Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze”.
W głębi serca nasza postawa może polegać na czynnym buncie wobec Boga albo biernej obojętności w odniesieniu do Boga i Jego dróg. Obie postawy są przejawem tego, co Biblia nazywa grzechem.
Konsekwencją grzechu w naszym życiu jest śmierć — duchowe oddzielenie od Boga. Nawet jeśli spróbujemy zbliżyć się do Niego przez własne wysiłki, nieuchronnie poniesiemy porażkę.
Poniższy diagram ilustruje przepaść oddzielającą nas od Boga. Strzałki symbolizują podejmowane przez nas próby dotarcia do Boga o własnych siłach. Staramy się na przykład pełnić dobre uczynki albo zasłużyć na Bożą akceptację przez uczciwe życie lub przyjęcie określonego systemu moralnego. Jednak nasze starania nie są wystarczającym zadośćuczynieniem za nasz grzech.
W jaki sposób można zatem pokonać ową przepaść?

 

 

Zasada trzecia: Jezus Chrystus jest jedynym Bożym rozwiązaniem problemu grzechu i winy człowieka. Przez Niego możemy poznać i przeżywać Bożą miłość i plan dla naszego życia.

Zasłużyliśmy na to, byśmy sami zapłacili za swój grzech. Problem polega na tym, iż karą jest śmierć. Jednak – pomimo naszego grzechu – kochający Ojciec posłał jedynego Syna, aby rozwiązać nasz problem. Chrystus przyjął na siebie należną nam karę tak, byśmy nie musieli umierać w oddzieleniu od Boga. Na krzyżu Jezus wziął na siebie wszystkie nasze grzechy i w pełni za nie zapłacił. „Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby nas do Boga przyprowadzić”. „Nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas”. Dzięki śmierci Jezusa na krzyżu nasz grzech nie musi już dłużej oddzielać nas od Boga.
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.
Jezus nie tylko umarł za nasze grzechy, ale i powstał z martwych. W ten sposób udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że ma prawo obiecać życie wieczne — że jest Synem Bożym i jedynym pośrednikiem, przez którego możemy poznać Boga. To dlatego Jezus powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”.
Porzućmy bezskuteczne próby dotarcia do Boga o własnych siłach — Jezus pokazuje nam, w jaki sposób już teraz możemy nawiązać z Nim przyjaźń. Mówi „Przyjdźcie do mnie”. „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie — niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza”. To miłość do nas spowodowała, że Jezus zniósł cierpienie krzyża. A teraz zaprasza nas, byśmy przyszli do Niego i zawarli z Bogiem osobistą więź.
Jednak nie wystarczy tylko wiedzieć o tym, co Jezus dla nas zrobił i co nam oferuje. Aby nawiązać przyjaźń z Bogiem, trzeba osobiście zaprosić Go do naszego życia.

 

Zasada czwarta: Każdy człowiek musi osobiście przyjąć Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela i Pana.
W Biblii jest napisane: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego”.
Przyjmujemy Jezusa przez wiarę. Pismo Święte mówi: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił”11.
Przyjęcie Jezusa oznacza uznanie, że jest On Synem Bożym, za którego się podawał, a następnie zaproszenie Go, aby prowadził nas i kierował naszym życiem. Jezus powiedział: „Ja przyszedłem po to, abyście mieli życie i mieli je w obfitości”.
Oto zaproszenie Jezusa — On powiedział: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”.
W jaki sposób odpowiesz na Boże zaproszenie?
Zastanów się nad tymi dwoma ilustracjami.

Życie kierowane przez własne „ja”
Własne „ja” na tronie
Jezus poza nawiasem życia
Decyzje i działania kierowane wyłącznie przez własne „ja”, co często prowadzi do niezadowolenia i frustracji

Życie kierowane przez Chrystusa
Jezus na tronie życia człowieka
„Ja” podporządkowane Jezusowi
Człowiek dostrzega w swoim życiu wpływ i kierownictwo Jezusa

ZASTANÓW SIĘ!!!!!!

Które koło najlepiej przedstawia twoje życie?
Które koło przedstawia życie, jakiego pragniesz?

Zaproś Jezusa do swojego życia…. spróbuj się pomodlić…. dzisiaj …..?!

 

Możesz przyjąć Jezusa właśnie teraz. Pamiętaj, co On mówi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”. Czy chcesz odpowiedzieć na to zaproszenie? Dalsze wskazówki wyjaśnią, w jaki sposób możesz to zrobić.
Bóg zna intencje twojego serca i nie zależy Mu na starannie dobranych słowach. Jeśli nie wiesz, jak się modlić, przedstawiona poniżej przykładowa modlitwa pomoże Ci wyrazić to, co czujesz:
„Jezu, chcę Cię poznać. Chcę, abyś wszedł w moje życie. Dziękuję, że umarłeś na krzyżu za mój grzech, abym mógł doświadczyć pełni Twojego przebaczenia i akceptacji. Tylko Ty możesz uzdolnić mnie do przemiany w taką osobę, jaką mam być zgodnie z Twoim zamysłem. Dziękuję Ci za to, że mi przebaczyłeś i że dajesz mi życie wieczne z Bogiem. Powierzam Ci swoje życie. Proszę, uczyń z nim, co zechcesz. Amen”.
Jeśli szczerze zaprosiłeś Jezusa do swojego życia, On wszedł w nie, tak jak obiecał. W ten sposób zawarłeś osobistą więź z Bogiem.
Teraz rozpoczynasz trwającą całe życie podróż pełną zmian i rozwoju. Będziesz poznawać Boga coraz lepiej przez czytanie Biblii, modlitwę oraz spotkania z innymi chrześcijanami.

MASZ TRUDNOŚCI Z MODLITWĄ – TO POSŁUCHAJ:

A na koniec posłuchaj pięknej modlitwy napisanej przez Bułata Okudżawę w wykonaniu Hanny Banaszak:

 

…………………………………………………………………………

Katecheza 6

Pomniki wiary i zaufania Bogu naszych przodków

– krzyże i kapliczki w naszej wspólnocie parafialnej

Szanowni Rodzice, droga młodzieży, kochane dzieci!

Korzystając z pięknej, wiosennej pogody oraz pewnego poluzowania restrykcji sanitarnych, chcę Wam wszystkim zaproponować podjęcie trudnego, ale i szczególnego zadania. Wymagać ono będzie pewnie zaangażowania wszystkich pokoleń domowych, wykonania kilku telefonów do członków rodziny mieszkających w innych miejscach (szczególnie starszych), wykonania zdjęć i opisów.

Chcę, przy Waszej pomocy, sporządzić internetową dokumentację wszystkich krzyży przydrożnych, kapliczek i pomników znajdujących się na terenie Chłopic, Jankowic i Boratyna. W tej dokumentacji powinny znaleźć się także kapliczki znajdujące się przy Waszych domach, czasem umieszczone w niszach, w ścianach domów; w ogródkach czy na działkach.

Przejeżdżając przez nasze wioski widać dużo takich elementów naszej pobożności, które powstawały przez wieki, także na przestrzeni ostatnich lat. Nie dysponujemy żadnymi zapisami na ich temat, a często związane są one ze szczególnymi wydarzeniami, które miały miejsce w naszych rodzinach i w całej naszej społeczności. Wiele z tych wiekowych pamiątek niszczeje i mogą bezpowrotnie zaginąć, a historie z nimi związane popaść w zapomnienie.

Serdecznie więc proszę Was wszystkich o włączenie się w to dzieło. Poszukajmy w naszej okolicy krzyży, kapliczek, pamiątkowych pomniczków i spróbujmy czegoś się o nich dowiedzieć. Dla wszystkich może to być także dobra, twórcza zabawa i skorzystanie ze świeżego powietrza, a może porozmawianie z babcią, która ucieszy się, że może być pomocna.

Wszystkie zabrane informacje prześlijcie na mojego maila: jacek0550@op.pl

Jakie informacje są potrzebne:

  1. NAZWA – (np. krzyż przydrożny, albo kapliczka Seca Pana Jezusa)

  2. LOKALIZACJA – gdzie znajduje się opisywany obiekt (np. w Chłopicach u Państwa Maliniaków nr domu 300)

  3. OPIS – (np. krzyż ma ok. 2 m wysokości, wykonany z metalu, umieszczony na betonowym postumencie, pomalowany na kolor brązowy)

  4. OKOLICA – (np. znajduje się w ogródku wśród kwiatów, lub jest odrodzony drewnianym płotkiem a obok rosną cztery duże lipy)

  5. CZS POWSTANIA – (np. rok 1987, lub XIX w.)

  6. FUNDATORZY – kto ufundował i zbudował (np. nasza babcia Kunegunda i dziadek Fryderyk Malinowscy)

  7. OKOLICZNOŚCI POWSTANIA – (np. wotum dziękczynne za 50 lat małżeństwa)

  8. HISTORIE – jeśli znane są jakieś szczególne wydarzenia związane z krzyżem, lub kapliczką, szczególnie cenne będę wspomnienia babci czy dziadka.

  9. INNE UWAGI – swoje własne

  10. ZDJĘCIA – trzeba zrobić kilka zdjęć (max 10), z różnych ujęć, także zdjęcie napisu, jeśli jest. Mile widziane będzie także zdjęcie autorów (może bez maseczki) na tle kapliczki.

  11. PODPIS – kto opracował, na podstawie czyich opowiadań

Tak zebrane informacje zostaną umieszczone na naszej stronie internetowej. Odpowiednia zakładka jest już przygotowana.

Z góry dziękuję za podjęty trud.

Życzę Szczęść Boże!

..………………………………………………………..

RZENIESIONO DO ARCHIWUM

……………………………………………………

 

KATECHEZA 4

EUCHARYSTIA SAKRAMENTEM ŻYCIA:

 

DRODZY MŁODZI PRZYJACIELE!

Zapraszam Was dzisiaj do pochylenia się nad Sakramentem Eucharystii, który jest dla nas wszystkich szczególnie ważny, gdyż jest pokarmem na drogę do wieczności. Oczywiście młody człowiek raczej nie myśli jeszcze o życiu wiecznym, gdyż jest do dla niego perspektywa tak odległa, że aż wręcz abstrakcyjna. Niemniej jednak trzeba sobie uświadomić, że przecież przez całe życie pracujemy na wieczność. Także w klasie ósmej. Pan Jezus powiedział kiedyś „czuwajcie i bądźcie gotowi, gdyż w chwili, której się nie domyślacie Syn Człowieczy przyjdzie„. To oczywiście nie jest groźba, ale zachęta, by czasem pomyśleć i o tym właśnie. Dlatego Chrystus zastawił nam Siebie pod postaciami chleba i wina, by nas umacniać na drodze przez życie. Dlaczego ten właśnie Sakrament jest taki ważny? Dlatego że zobowiązuje on do dobrego i uczciwego życia w wierze i miłości Boga i bliźniego. Wymaga on czystego serca, a więc rachunku sumienia, żalu, spowiedzi i zadośćuczynienia, pełnienia uczynków miłości wobec potrzebujących pomocy, i codziennego czuwania, by nie ulegać pokusom do złego.
Można więc powiedzieć, że przyjmowanie Eucharystii z czystym i przygotowanym sercem, to jednocześnie wypełnianie wszystkich przykazań Bożych i Kościelnych. Przypomnijmy więc sobie to co wiemy na temat tego Sakramentu.
  1. Przeczytaj uważnie niektóre teksty z pisma Świętego, które mówią o Eucharystii:

Św. Paweł w Liście do Koryntian pisze: „Ja otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę». Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę»” (1 Kor 11,23-25).
Ewangelista Mateusz: „A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje». Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: «Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. Lecz powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca mojego». Po odśpiewaniu hymnu wyszli ku Górze Oliwnej.
Św. Jan daje nam wspaniały opis znaczenia Eucharystii. Jezus po rozmnożeniu chleba sam zapowiedział że stanie się pokarmem na życie wieczne:
„Rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec». Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?» Jezus odpowiadając rzekł do nich: «Na tym polega dzieło [zamierzone przez] Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał». Rzekli do Niego: «Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba». Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu». Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze tego chleba!». Odpowiedział im Jezus: «Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie……..
Ale Żydzi szemrali przeciwko Niemu, dlatego że powiedział: «Jam jest chleb, który z nieba zstąpił». I mówili: «Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: „Z nieba zstąpiłem”». Jezus rzekł im w odpowiedzi: «Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. …….
Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata». Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: «Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?»
Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki». To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum.
A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?». Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: «To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą». Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: «Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca». Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?». Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga».

2. OBEJRZYJ FILMY:

3. A TERAZ ODPOWIEDZ NA KILKA PYTAŃ I PRZEŚLIJ NA MOJEGO MAILA: jacek0550@op.pl

 

  • Do jakich wydarzeń ze Starego Testamentu nawiązuje Ostatnia Wieczerza?
  • Co to była „manna” i w jakich okolicznościach się pojawiła wśród Izraelitów wędrujących po pustyni?
  • Dlaczego Pan Jezus mówi o sobie, że jest „chlebem życia”?
  • Z jakiego powodu wielu uczniów Jezusa odeszło od Niego po wygłoszeniu mowy o Eucharystii?
  • Co ma wspólnego Msza Święta z Sakramentem Eucharystii?

Wiem że pytania nie są łatwe, ale Wy jesteście inteligentni i poradzicie sobie z nimi.

Pozdrawiam, czekam na odpowiedzi i życzę wszystkim zdrowia.

Szczęść Boże!

Ks. Jacek

..……………………………………………………….

KATECHEZA 3

PROPOZYCJA REKOLEKCJI WIELKOPOSTNYCH:

 

DRODZY MŁODZI PRZYJACIELE!

Epidemia koronawirusa w różny sposób dotyka dzisiejszego człowieka i częstokroć zadaje mu ból, chcemy ogłosić, że jest ANTIDOTUM – Rekolekcje Wielkopostne dla młodzieży.

Szkoła Nowej Ewangelizacji św. Jakuba Apostoła oraz Rozgłośnia Archidiecezji Przemyskiej „Radio Fara” zapraszają na rekolekcje dla młodzieży. To propozycja szczególnie dla uczniów szkół średnich, ale zapraszamy wszystkich młodych duchem 🙂

Spotkanie rekolekcyjne #Antidotum będzie się składało z konferencji i wyzwania, mianowicie do każdego głoszenia będzie małe zadanie, które będzie praktyczną odpowiedzią na usłyszane słowo.


Rekolekcje będą transmitowane NA ŻYWO
przez cztery kolejne dni,
począwszy od wtorku 31 marca 2020 r. o godzinie 12.20
na kanale YouTube:

Radio FARA
MRutkowski

oraz na Facebook:

Radio FARA
 SNE AP

oraz fara.tv
a także na antenie Radia FARA

https://przemyska.pl/wp-content/uploads/2020/03/RF_SNE_2020_WielkopostneRekolekcjeDlaMlodziezy_ANTIDOTUM_zapowiedz.mp4?_=1


Epidemia koronawirusa mocno nas ogranicza,
ale nic i nikt nie może ograniczyć Bożej Łaski i Miłości!
Poza Tobą samym…!
Zapraszamy do wspólnego przygotowania na tegoroczne Święta Paschalne.

 

..…………………………………………………………..

 

KATECHEZA 2

PRAWDY WIARY

Drodzy Młodzi Przyjaciele.
Nasze przygotowanie do przyjęcia Sakramentu Bierzmowania trwa i musi trwać mimo wszystkich niesprzyjających okoliczności, które się pojawiły. Proszę was bardzo, byście dołożyli starań, by to przygotowanie było dobre. Wszyscy mamy nadzieję, że Pan okaże nam miłosierdzie i odwróci od nas swoje zagniewanie. Dlatego tym bardziej trzeba nam wielkiej modlitwy, ale i wysiłku by poznać Jego wolę i Jego przykazania.
Proponuję wam dziś zatrzymanie się przez chwilę nad fundamentami naszej wiary, które są zawarte w tzw. SZEŚCIU PRAWDACH WIARY:
1. Jest jeden Bóg.
2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
3. Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty.
4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.
6. Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna.
Zapewne je znacie i umiecie na pamięć, ale to nie wszystko, trzeba jeszcze  dobrze je zrozumieć. Dlatego proponuję wam zapoznanie się z ich treścią i przesłaniem. Pomoże nam w tym Ojciec Jacek Szymczak z zakonu Dominikanów, znany i ceniony duszpasterz akademicki z Łodzi. Posłuchajmy jego katechez na temat każdej z prawd wiary:

 

MAM NADZIEJĘ, ŻE TE KATECHEZY WYJAŚNIŁY WAM CO NIECO Z TYCH TRUDNYCH, JAKBY NIE BYŁO PRAWD RELIGIJMYCH.
Proponuję wam także obejrzenie wspaniałego filmu o Świętym Filipie Neri. Jest to jeden z najpiękniejszych i najbardziej wciągających filmów religijnych jakie widziałem. Oglądałem go kilka razy i ciągle do niego wracam. Możecie zaprosić do oglądania całą rodzinę. Gwarantuję wam, że nie będziecie rozczarowani.

Kto by chciał po filmie napisać jego recenzję byłbym wniebowzięty. Proszę przesłać mi ja na maila – chętnie przeczytam.

Filmu niestety nie da się skopiować, więc musicie go znaleźć, podaję adres: część 1 i 2

……………………………………………………

https://gloria.tv/?language=VhNsBNkAXCbW6LyxcWeq7Yt4F&post=GMzwpAnJX66p4eRuYAarKvsmg
https://gloria.tv/?language=VhNsBNkAXCbW6LyxcWeq7Yt4F&post=aiGBM6ZP3t9K3Nkp8PGWEdjd9

…………………………………………………….

Życzę miłego oglądania:

Szczęść Boże!

 

…………………………………………………….

KATECHEZA 1

Droga młodzieży z klasy VIII, mamy Wielki Post, bardzo szczególny w tym roku. Nie wiemy co będzie dalej, jak się wszystko potoczy w naszym świecie. Dlatego proponuję wam w nadchodzących dniach zastanowić się chwilę nad sobą i swoim życiem. Może to będzie taka pierwsza wasza próba zmierzenia się z sobą i swoim sumieniem.

Spróbujcie wykonać to zadanie, a na pewno trochę lepiej poznacie siebie samych, tym bardziej, że mimo wszystko przygotowujemy się do przyjęcia Sakramentu Bierzmowania.

 RACHUNEK SUMIENIA

 Instrukcja:

  1. Biorę kartkę i długopis i rezerwuję sobie pół godziny nie 5 minut !!
  2. Modlitwa jak poniżej
  3. Czytamy po jednej linijce, jeżeli to mnie nie dotyczy idę dalej, jeżeli coś w tym jest notuję sobie o co chodzi
  4. Czytam sobie to co zanotowałem i zastanawiam się co z tych spraw było grzechem ciężkim to znaczy popełnionym przeze mnie świadomie i dobrowolnie. Zaznaczam sobie te sprawy o których powinienem powiedzieć przy spowiedzi.
  5. Modlitwa na zakończenie jak poniżej
  6. Niszczę kartkę z notatkami by nie dostała się w czyjeś ręce, to sprawa między mną a Miłosiernym Bogiem.
Modlitwa: Boże, Ty wiesz, jak wielka jest moja zdolność do okłamywania samego siebie. Ty wiesz również, że umiem przesadzać i dramatyzować swoje upadki. Daj mi proszę trzeźwy umysł, realizm i uczciwość w ocenie samego siebie. Pozwól, żebym wciąż pamiętał o Twojej cierpliwej miłości wobec mnie. Daj mi odwagę, bym stanął w prawdzie przed Tobą.

GRZECHY PRZECIWKO BOGU:
  • Czy wierzę, że Bóg mnie kocha i że interesuje Go Moje życie?
  • Czy żyję tak, jakbym Boga nie potrzebował – polegam wyłącznie na własnych siłach, sądzę, że wszystko zależy ode mnie, wiem lepiej, co dla mnie dobre, a co złe (pycha)?
  • Czy nie zapominam o tym, że zawsze mam się modlić, niezależnie od tego, co czuję, czy jest mi dobrze, czy źle?
  • Czy nie ograniczam modlitwę tylko do pacierza do odklepania formułek?
  • Czy do Boga zanoszę tylko błagania, czy także dziękczynienia i uwielbienia?
  • Czy nie zarzucałem Boga mnóstwem słów, czy dopuszczałem Go do głosu?
  • Czy nie za mało korzystam z sakramentów – Bożych darów dla mnie? Jak często spowiadam się, przystępuję do Komunii Św., uczestniczę we Mszę św.?
  • Czy przystąpiłem do komunii z ciężkim grzechem na sumieniu, bez wcześniejszej spowiedzi?
  • Czy uczestniczę we Mszy św. jak obserwator i kibic, czy jako aktywny uczestnik (wspólny śpiew, modlitwa, odpowiedzi)?
  • Czy czytam Pismo Św.?
  • Jak wygląda moje uczestnictwo w szkolnej katechezie?
  • Czy wierzę w zabobony (czarny kot, siostra zakonna, kominiarz i inne)?
  • Czy wierzę w horoskopy, kamienie, wróżki itp., przywiązuję do tego wagę?
  • Co noszę na szyi: krzyżyk, medalik czy inny przedmiot, który nic nie mówi o Bogu?
  • Czy potrafię uszanować to, co święte (kościół, cmentarz, krzyż, figury Maryi i świętych, medalik, który noszę na szyi)?
  • Czy dziękuję Panu Bogu za to, co mam, nawet gdy inni mają więcej?
  • Czy nie mówiłem, podejmując działanie: „Panie Boże, a teraz ja sam pokażę Ci, jaki jestem godny bycia Dzieckiem Bożym, udowodnię Ci, że jestem już dobry.”?
  • Czy świadomie popełniam grzech z tłumaczeniem: „Pójdę do spowiedzi i wszystko będzie w porządku.”?
GRZECHY PRZECIWKO KOŚCIOŁOWI:
  • Czy byłem wystarczająco zaangażowany w życie Kościoła?
  • Czy nie krytykowałem Kościoła bez poczucia współodpowiedzialności?
  • Czy nie odrzucałem oficjalnego nauczania Kościoła (Katechizm Kościoła Katolickiego i nauczanie papieskie)?
  • Czy zachowałem post (np. post piątkowy jest wspólnym wyrazem solidarności z Męką Chrystusa)?
GRZECHY PRZECIWKO BLIŹNIEMU:
  • Czy jestem egoistą, szukam tylko własnego dobra, inni ludzie są jedynie środkami do moich celów?
  • Czy wybieram tylko te znajomości, które sprawiają mi przyjemność?
  • Czy narzucam własne zdanie, chcę zawsze mieć rację i ostatnie słowo, nie słucham innych?
  • Czy szufladkuję ludzi, przypisuję im etykietki, ostro krytykuję i oceniam?
  • Czy niszczę dobro wspólne: w szkole – ławki, pomoce szkolne i inne; na ulicy (wandalizm)?
  • Czy przebaczam, umiem mówić „przepraszam”, przyznaję się do winy?
  • Czy kłamię, ubarwiam moje opowiadania, przesadzam dla efektu?
  • Czy lubię plotkować?
  • Czy zdradzam cudze tajemnice, wykorzystuję otrzymane informacje przeciwko innym?
  • Czy jestem uczciwy?
  • Czy oddaję rzeczy pożyczone?
  • Czy potrafię dziękować ludziom za dobro, reagować na zło?
  • Czy nakłaniam innych do grzechu, do zła?
  • Czy namawiam innych do grzechów seksualnych (swoją dziewczynę, chłopaka)?
  • Czy umiem docenić zdolności i dobre postępowanie innych, pochwalić, pogratulować  zwycięstwa czy dobrej oceny?
  • Czy wykluczam Boga z koleżeństwa, przyjaźni, miłości: np. nie powierzam tych relacji Panu Bogu?
  • Czy modlę się za innych (rodziców, rodzeństwo, rodzinę, nauczycieli, kapłanów z parafii, znajomych ze wspólnoty)?
  • Czy jestem zawistny? Zazdroszczenie komuś tego, co posiada, życzenie mu, żeby tego nie miał?
  • Czy potrafię wynagrodzić wyrządzoną krzywdę (oddać skradzioną rzecz, przeprosić za oszustwo, kłamstwo, złość)?
  • Czy szanuję i dbam o własność wspólną (np. przyrodę, ławki w parku, szkołę, jej pomieszczenia i wyposażenie, autobus, którym jeżdżę do szkoły, itp.)?
GRZECHY PRZECIWKO SOBIE:
  • Czy zastanawiam się nad celem i sensem mojego życia?
  • Czy jestem odpowiedzialny za czyny, słowa, obietnice?
  • Czy marnuję czas, czy też umiem go zaplanować i dobrze wykorzystać?
  • Czy jestem leniwy, łatwo się zniechęcam?
  • Czy dobrze wykorzystuję niedzielny odpoczynek? Nie nadużywam w tym dniu telewizora lub komputera, zapominając o całym świecie?
  • Czy idę na łatwiznę, marnuję swoje zdolności – odpisuję zadania ( sam ich nie robię – nie chce mi się), ściągam?
  • Czy utrzymuję kontakty głównie z tymi, którzy się nade mną litują, a nie z tymi, którzy wymagają?
  • Czy przywiązuję zbytnią wagę do rzeczy materialnych?
  • Czy oglądam pornograficzne filmy i czasopisma?
  • Czy nie pobudzam swojej seksualności (pornografia, nieczyste myśli, nieczyste wirtualne znajomości przez Internet, samogwałt)?
  • Czy szanuje swoje zdrowie (papierosy, alkohol, narkotyki, brak sportu)?
  • Czy jest we mnie egoizm i egocentryzm: patrzenie na świat przez pryzmat samego siebie? Czy pytam samego siebie o zgodność moich własnych decyzji z wolą Bożą?
  • Czy akceptuję samego siebie, czy też trwam w postawie buntu wobec Pana Boga, że jestem taki, a chciałbym być inny?
  • Czy nie jest tak, że dostrzegam jedynie swoje wady, upadki i porażki?
  • Czy potrafię się cieszyć z tego, co mam?
  • Czy dbam o swoje ciało, zdrowie fizyczne (ciepłe ubranie, odpoczynek, sen, walka z nałogiem)?
Modlitwa: Proszę Cię Panie o Twoją pomoc w szczerym wyznaniu moich grzechów. Daj proszę mądrość i cierpliwość spowiednikowi. Przemawiaj do mnie przez niego. Pokaż, co i jak mogę w sobie zmieniać. Niech ten sakrament będzie dla mnie źródłem radości i nadziei na to, że pomimo moich upadków mogę stać się świętym.