Droga młodzieży!

 

DZIĘKUJEMY ZA WSPÓLNĄ PRACĘ NA CHWAŁĘ BOGA

PRZEZ TE TRUDNE MIESIĄCE

MODLIMY SIĘ O DARY BOŻE I OPIEKĘ MATKI BOŻEJ DLA WAS I WASZYCH RODZIN

ŻYCZYMY WSZYSTKIM ZDROWYCH, DOBRYCH I UDANYCH WAKACJI.

 

SZCZĘŚĆ BOŻE – ks. Jacek, Ks. Ryszard, Ks. Artur

..………………………………………………………..

 

Sanktuarium w Chłopicach

Matka Boża Jagodna, Matka Pocieszenia

Zbliża się najważniejsze święto chłopickiego sanktuarium, uroczystość odpustowa Matki Bożej Jagodnej. W związku z tym, podczas tych ostatnich lekcji w tym roku katechetycznym, chcę Wam zaproponować przypomnienie sobie historii naszego kościoła i obrazu Matki Bożej oraz zapoznanie się z legendami związanymi z tym miejscem.

MIŁEJ I OWOCNEJ LEKTURY:

Różne podania mówią, że na przestrzeni wieków w Chłopicach znajdowało się kilka kościołów w różnych miejscach. Pierwszy kościół – jak głosi legenda – zatonął. Do dziś na jego miejscu, znajduje się nie niezamarzające zimą źródło. To miejsce znajdujące się w centrum wioski nosi nazwę „kościsko” lub „kościelisko”. Innym miejscem, gdzie znajduje się obecny kościół, jest las położony na górze w rejonie zwanym „sośniną”. Jest to jeden z najwyżej położonych punktów w okolicy (244,7 m). Zanim wybudowano obecną świątynię, stała tam mała kapliczka, którą, jak głosi legenda, wybudował Mikołaj Korniaktos – Grek z Krety, jako wotum wdzięczności za objawienie Matki Bożej, którego doznał na tym miejscu.
            Kaplica ta została rozbudowana i powiększona w 1684, kiedy to wdowa po Janie Zamojskim, Maria Kazimiera zwana „Marysieńką” powtórnie wyszła za mąż za Jana III Sobieskiego. Ziemie, na których leżały Chłopice przeszły pod władanie rodziny królewskiej. Legenda mówi, że król Jan często przebywał w tych okolicach i chętnie modlił się również w tej drewnianej kapliczce. Jak wskazuje tablica pamiątkowa wmurowana obok kościoła po zwycięstwie odniesionym w wojnie z Turkami pod Wiedniem w 1683 roku, król przyjechał na odpoczynek do Wysocka, gdzie miał swoją rezydencję. Modlił się przed obrazem Matki Bożej Chłopickiej dziękując za zwycięstwo. Postanowił, że z wdzięczności za pomoc i opiekę Panienki Przenajświętszej, w miejscu starej pustelni wybuduje nową kaplicę. W ten sposób powstała nowa, większa świątynia, której wielem elementów konstrukcyjnych zachowało się do dnia dzisiejszego.
           W 1731 roku Jan Ostrowski dokonał kolejnej fundacji, ale to dopiero następna właścicielka Chłopic Zofia Rzymowska nadała kościołowi i jego wnętrzu, wygląd zachowany w niezmienionej formie do naszych czasów. Świątynia ta była konsekrowana w 1763 roku przez biskupa unickiego Atanazego Szeptyckiego dla istniejącej tutaj parafii unickiej. Ojciec Święty Pius VI ustanowił 8 kwietnia 1781 breve, udzielające odpustu zupełnego w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Panny w Chłopicach łaskami słynących, pod zwykłymi warunkami. Breve to zostało wysłane z Rzymu na ręce ks. bp. Maksyma Ryłły, administratora ówczesnej diecezji przemyskiej grecko-katolickiej i umieszczone w kościele chłopickim, z datą 5 maja 1782 roku. Wówczas już w Chłopicach istniało duszpasterstwo rzymskokatolickie, w którym posługiwali kapelani z Jarosławia.
            Cesarz Józef II wydał (w grudniu 1788 roku) dekret, na mocy, którego ostatecznie skasowano parafię unicką, zaś kościół w Chłopicach stał się świątynią parafii rzymskokatolickiej: „Ówczesna cerkiew, wraz z budynkami plebańskimi, w skutek rozporządzenia z 23 grudnia 1788 roku hr. Brygido, gubernatora Galicji, odebraną została od ostatniego ruskiego proboszcza tamtejszego ks. Daniela Zatwarnickiego i oddaną nowo mianowanemu kapelanowi łacińskiemu”.
            Już wcześniej, bo w roku 1786 parafię unicką w Chłopicach przeniesiono do Boratyna, gdyż ja czytamy w ww. dokumencie cesarskim: „Sami unici musieli ustąpić z Chłopic, bo było ich tu bardzo mało”. Na pamiątkę, że był to kiedyś kościół grekokatolicki do dziś dnia jeden odpust odprawiany jest dnia 28 sierpnia, to jest na tzw. „Ruskie Wniebowzięcie” czyli święto „Uśpienia Matki Boskiej”, w myśl dekretu św. Kongregacyi Rozkrzewiania Wiary z 1914 roku.
            Przy kościele stoi kaplica – dzwonnica, powstała podczas rozbudowy kościoła w połowie XVIII wieku Stanowi ona szczególnie cenne świadectwo chłopickich cudów, dokumentowanych przez lata polichromią na ścianach wewnętrznych z ofiar pielgrzymów. W 1877 roku kaplicę powiększono, a pod nowo dobudowaną częścią umieszczono kryptę grobową Koziebrodzkich i Lisowieckich. W tym czasie na placu przy kaplicy została wybudowana nowa, murowana dzwonnica.

LEGENDA O OBJAWIENIU MATKI BOŻEJ W CHŁOPICACH

I GREKU KORNIAKCIE

Mikołaj Korniaktos (Korniakt), jak głosi legenda, pochodził z greckiej wyspy Krety. W 1490 roku przyjechał na sławny w okolicy jarosławski jarmark. Jarmarki te były znane w całej Europie zaliczano je do jednych z największych. Miasto Jarosław leżące nad rzeką San znajdowało się wówczas na skrzyżowaniu ważnych dróg handlowych łączących, zachód ze wschodem i północ z południem.
          Według legendy za czasów króla Kazimierza Jagiellończyka, przybyła z Krety do Polski bogata, grecka rodzina Korniaktos, która zajmowała się hodowlą koni, za króla Stefana Batorego otrzymała ona przywileje szlacheckie. W owym 1490 roku, Korniakt prowadził do Jarosławia na jarmark konie, które spłoszone przez wilki, rozbiegły się w okolicach chłopickiego lasu. Przerażony Mikołaj, najpierw upadł na kolana i błagał Madonnę o pomoc, a następnie ruszył za uciekającymi końmi. Gdy zrezygnowany miał zaprzestać poszukiwania, zobaczył je wszystkie stojące pod dziką leśną gruszą. Zdziwiony tym widokiem podszedł bliżej. Zdziwienie zamieniło się w zachwyt, gdy w koronie gruszy ujrzał postać Maryi z Dzieciątkiem na ręku. Upadłszy na kolana zaczął wychwalać Najświętszą Panienkę. Wtedy ślubował uroczyście: „Wybuduję na chwałę Bogu i Tobie Maryjo Kościółek między sosnami w lesie, i tu zostanę pustelnikiem”. Złożone postanowienie wypełnił. Wybudował kapliczkę której ołtarz był umieszczony na pniu ściętej gruszy. Kazał namalować obraz, według wizerunku objawienia i umieścił go w ołtarzu. Mikołaj jak głosi legenda, po wychowaniu dzieci, prowadził życie pustelnicze w chłopickiej Sośninie i umarł szczęśliwy opiekując się kaplicą i obrazem Matki Bożej. Rodzina Korniakta osiadła w Polsce i nabyła majątek w okolicach Łańcuta, we wsi, która do dziś nosi nazwę Korniaktów.
Tyle legenda o objawieniach na gruszy, a w każdej legendzie jest coś prawdy, więc i zapewne w tej. Faktem jest że miejsce objawień było znane i czczone od XV wieku, a kaplica odnawiana i rozbudowywana wielokrotnie.

Przeczytaj także inne legendy o cudownych wydarzeniach

które działy się w Chłopicach za sprawą Matki Bożej

  1. KARA NA KRZYWDZICIELA

Jeśli wierzyć świadectwu księdza Wojciecha Michny, jest to historia prawdziwa. Przy starym Kościele w Chłopicach były trzy domy. Jeden z nich należał do kościelnego, drugi do wieśniaka Szymona, a trzeci do jego siostry. Ojciec podzielił majątek między Szymona i jego siostrę na równe części. Jednak Szymon jako starszy zaczął krzywdzić siostrę, która była wdową z trójką dzieci.
Początkowo przy każdej orce zagarniał kilka skib z jej gruntu. Gdy wdowa zauważyła ten proceder, błagała, by nie robił tego, ponieważ żyła w ubóstwie, zaś to pole, było jedynym źródłem utrzymania. Jednak brat był nieczuły na jej prośby. Zawsze reagował brutalnie. Mimo, że w każdą niedzielę chodził do kościoła i modlił się, serce miał z kamienia dla swojej rodzonej ubogiej siostry.
            Tak mijały kolejne lata. Zachłanny Szymon przez 10 lat wyorał prawie połowę gruntu swej siostry. Wdowa przez ten czas wiele płakała tak, że wzrok prawie straciła, a miała na utrzymaniu jeszcze trzy córki. Ale Szymonowi nie było tego dosyć. Kiedy kolejnej wiosny znowu zaczął wyorywać pole, siostra wzięła trzy córki za ręce i kazała się zaprowadzić do domu Szymona. Gdy przyszła, on właśnie jadł kolację ze swoją żoną i dziećmi za stołem. Siostra i sieroty pochwaliły Boga i razem uklękły na środku izby przed nimi i z płaczem prosiły: „Bracie kochany! Wuju kochany! Opiekunie nasz krewny! Nie rób nam krzywdy, nie zabieraj nam reszty zagrody po twoim ojcu, a naszym dziadku, bo cóż my ci zawiniły, że nas tak krzywdzisz? A gdzież my się podziejemy, jak nam matka prawie ślepa umrze jak nam za kolka lat zaorzesz do reszty te cienkie zagoniki?” Widok ich był tak tragiczny, że nawet ludzie o kamiennym sercu by się ulitowali i pomogli im. Szymon widząc swoją siostrę z sierotami stojących na środku izby i słysząc ich płacz oraz prośbę, rozgniewał się bardzo, rzucił łyżką o ziemię, uderzył ręką w stół, aż miska z jedzeniem spadła na podłogę, wstał tak szybko zza stołu, że ławka, na, której siedział się przewróciła. Zaczął krzyczeć na przybyłe. Potem złapał siostrzenice za warkocze i siłą wyrzucił z domu. Później wrócił się i szarpiąc chorą siostrę, wyrzucił ją bezdusznie za próg.
            Siostra wobec uporu brata, oddała się w ręce Boga. Biedna kobieta z płaczem i sercem pełnym bólu, poszła pod Kościół, by błagać Matkę Bożą o ratunek i pomoc w nieszczęściu. W pewnym momencie, w nocnej ciszy, kościół bezszelestnie zapadł się pod ziemię tak, że tylko wierzchołek dachu wystawał nad ziemię. Wraz z kościołem zniknął pod ziemię dom złego kościelnego i całe domostwo okrutnego Szymona. W ten tajemniczy sposób został ukarany brat biednej wdowy, który okradał ją i krzywdził przez wiele lat. Udając dobrego chrześcijanina, modlił się i chodził do kościoła, a potem wbrew wszelkim zasadom chrześcijaństwa i miłości bliźniego, okradał ubogą wdowę i jej dzieci. Karę poniosła też cała rodzina Szymona. Do dziś w miejscu dawnego kościoła, znajduje się staw, który nigdy nie zamarza. Miejscowi nazywają to miejsce „Kościskiem” lub „Kościeliskiem”. Wdowa i jej dzieci odzyskała nie tylko swoje pole, ale otrzymała w spadku po bracie cały jego grunt.
  1. KARA BOŻA NA PODPALACZA

          W XVIII wieku właścicielem Chłopic był Karol Rzymowski, który jednak częściej przebywał w drugiej ze swoich posiadłości, niedaleko Lublina, a Chłopice z gruntami dał w dzierżawę Panu Chodeckiemu. Chodecki przebywał w dworze chłopickim przez 15 lat. Nie był jednak dobrym gospodarzem i nie chciał płacić czynszu właścicielowi. W tym czasie leśniczy Jan Czyż zauważył, że ktoś kradnie drzewo z lasu, gdyż co roku znikało coraz więcej drzew. Doniósł o tym swemu chlebodawcy do Lublina. Prosił pana Rzymowskiego, aby sam przyjechał do Chłopic i przekonał się na własne oczy. Ale Rzymowski, jako że był panem spokojnym, solidnym i rzetelnym, nie chciał rozpoczynać sprzeczki, więc dla zgody sprzedał, Chłopice Panu Bąkowskiemu z Warszawy.
          Nowy właściciel nie życzył sobie, aby go okradano i wytoczył proces dotychczasowemu dzierżawcy, wygrywając go. Chojnicki został w ten sposób wygnany ze wsi. Wraz z nowym gospodarzem nastał, nowy porządek. We dworze chłopickim zmieniło się wiele i to na lepsze.
U Chodeckiego pracował jednak stary krętacz lokaj Kuba. Jak się później okazało, to właśnie on kradł i sprzedawał innym drzewo z lasu. Czerpał z tego niezły dodatek do pensji lokaja. Gdy stracił pracę bardzo zdenerwował się na pana Bąkowskiego, który zabronił mu pracy w swoim lesie. Odchodząc z dworu, zatrzymał się za bramą, zacisnął pieści i krzyknął: „Nie mam ja dziś, ty nie będziesz miał jutro albo za tydzień”.
Idąc dalej obmyślał zemstę na właściciela. Złość jego była wielka, mimo że przez 20 lat pobytu w Chłopicach chodził do kościoła i darował spore sumy na tacę. Wszyscy jednak wiedzieli, że to z pieniędzy za sprzedaż kradzionego drzewa. Co roku też przystępował do spowiedzi i komunii świętej. Idąc drogą do Radymna mruczał coś pod nosem. Co pewien czas zatrzymywał się patrząc na Chłopice, odgrażał się, spluwał na ziemię i tupał nogami ze złości. Z jego słów zrozumiano gniewną mowę: „Poczekaj ty ptaszku! Opalę ja ci skrzydła!”
          W tydzień później w nocy stróż przy kościele, zauważył pożar we dworze. Szybko wybiegł na dzwonnicę, dzwoniąc w mały dzwon, zwany „dzwonem dla konających”; potem zadzwonił w wielki dzwon i obudził ludzi. Dzięki opiece Matki Przenajświętszej spaliły się tylko gumna i nic więcej, mimo, że chałupy chłopskie stały zaraz za płotem.
Powoli zaczęto dochodzić, skąd się wziął ogień. Jedni wskazywali, że „to parobcy chodzili z fajkami w wieczór koło stajni”; inni, mówili, że widzieli „jak ktoś na koniu po pańsku ubrany przejechał za płotem i rzucił węgiel rozpalony na dach i odjechał, ale nikt nie wiedział, kto to jest”.
Wkrótce ktoś ze służby dworskiej zauważył w nocy człowieka w sadzie, ale widząc elegancki strój, myślał, ze to pan Bąkowski spaceruje po ogrodzie gdyż było ciepło. Zaraz potem zobaczył ogień na dachu dworu. Pani Bąkowska wybiegła w samej koszuli i widząc płonący dach, padła na kolana i zaczęła błagać o ratunek Matkę Bożą Chłopicką. Podczas jej modlitwy ogień nagle przygasł, spalając tylko niewielki kawałek dach. Znowu zaczęto poszukiwać, kto mógł, dokonać tak strasznej rzeczy po raz kolejny. Niestety winnego nie znaleziono.
Dopiero po trzech latach od podpaleń przywiózł chłop z Zamiechowa do Chłopic na wozie bardzo chorego człowieka w podartym dworskim stroju, pod cudowną kaplicę. Posadzono go na środku kaplicy. Miał on spuchniętą i zaropiałą prawą rękę, do tego stopnia, że aż robaki było widać w ranach na wierzchu. Nogi miał skurczone, a boki odleżane z dwuletniej choroby. Ksiądz Wilczyński proboszcz z Chłopic, po skończonej Mszy świętej odczytał modlitwę do cudownej Matki Boskiej, modląc się razem z ludem za chorego; później chciał zejść do zakrystii, ale chory prosił księdza, aby opowiedział mu historię o cudownym obrazie i obrazkach w kaplicy gdzie były namalowane różne cuda za przyczyną Matki Bożej Pocieszenia. Był tam namalowany i ten cud jak ogień we dworze chłopickim zgasł na prośbę pani dworu.
Ksiądz opowiadał po kolei każdą historię, a gdy zaczął mówić o podpalonym w nocy dworze, chorym zatrzęsło i cały posiniał. Lud z ksiądzem zaczęli go ratować, nacierając octem i wodą. Dopiero po chwili zrobiło mu się trochę lepiej. Proboszcz zaczął się go pytać, co mu jest, dlaczego jest taki chory. W odpowiedzi usłyszał, że to kara za podpalenie dworu. Na tę wiadomość ludzie się zdumieli, widząc chorego i obraz na ścianie. Wtedy ksiądz prawie ze łzami powiedział: „Macie cud nowy i naukę na wieki”. Po tych słowach poprosił księdza o spowiedź. Wyspowiadany zmarł w drodze powrotnej do Zamiechowa.
  1. STRASZNA KARA NA PIJAKA

            Historia ta rozgrywała się 220 lat temu, około 1790 roku. W tym to czasie do kościoła w Chłopicach należały trzy wsie: Chłopice, Morawsko i Jankowice. Cała historia rozegrała się u rodziny Wieczorków. Była to rodzina bardzo zamożna. Pan Wieczorek miał żonę i dwoje dzieci, dla których gruntu wystarczyłby bez trudu na dobre życie przez długie lata. Jedynym problemem dla rodziny był ojciec, który nadużywał alkoholu. Na każdym odpuście w Chłopicach i sąsiednich miejscowościach upijał się do nieprzytomności. Kolejną okazją do picia były jarmarki w Jarosławiu, Pruchniku i Radymnie. Upijał się do tego stopnia, że często po trzech dniach nieobecności odnajdywała go zatrwożona rodzina.
            Doszło do tego, że chciał własne pole sprzedać na alkohol. Jednak ówczesne prawo zabraniało takiej sprzedaży, bez zgody właściciela wsi. A ten nie zezwolił na tę transakcję, gdyż znał bardzo dobrze Wieczorka i stan, do jakiego doprowadził swoją rodzinę przez życie pełne pijaństwa.
            W domu rodziny Wieczorków brakowało wszystkiego nawet chleba. Cała rodzina żyła w wielkim ubóstwie i to z winy ojca. Rodzina bardzo ubolewała z tego powodu, ale w ich sercach nie rodziła się nienawiść przeciwnie bardzo kochali męża i ojca oraz dbali o niego, gdy ten był pijany. Gdy trzeźwiejąc dochodził do siebie, prosili go, by się opamiętał, i nie pił więcej, obiecując, że zrobią wszystko, by było mu dobrze. „Ale u twardego grzesznika nie znaczą nic rady dobre, bo on nie zważa już nic i na głos sumienia, a nawet nie dba nic na Boga samego”.
            Żona i dzieci z powodu upadku gospodarstwa zmuszeni byli do chodzenia na zarobek i żyli z tego, co zarobili. Po 15 latach hulanek na odpustach, weselach, jarmarkach i wielu innych okazjach, nie słuchał już nawet pana z dworu, który go upominał, że ziemia odłogiem leży, że dom coraz bardziej niszczeje, że żona w dziećmi strasznie biedują. Także dziekan ksiądz Michał Czapiński ciągle go napominał i namawiał do spowiedzi i poprawy. Wieczorek nic sobie z tego nie robił, aż wskutek pijatyk bardzo ciężko się rozchorował. Nie mógł jeść, pił tylko po kilka łyków wody i ciągle błagał swoje dzieci, aby choć kroplę alkoholu mu podały. Po roku tego stanu nieustannie się pogarszającego, nadal trwał zatwardziale przy swoim.
            Pewnej nocy przybiegła córka na plebanię do księdza proboszcza mówiąc, że jej ojciec właśnie kona. Prosiła także księdza, by kazał zadzwonić w dzwon dla konających, sama zaś pobiegła do kaplicy, prosić Matkę Bożą o lekkie i szybkie konanie dla ojca. Gdy ksiądz dotarł do chorego, ten leżał już bez świadomości. Kościelny zaczął dzwonić w dzwonek dla konających, ale usłyszał, że dzwonek nie dźwięczy naturalnie, tylko serce dzwonka uderzało bezdźwięcznie, nie dając w ogóle znaku ludziom, by się modlili za chorego. Przestraszył się tego dziwnego zjawiska i powiedział: „Co to? Dla Boga!”, po czym „zawołał do dziewczyny, która się modliła, że dzwonek nie dzwoni, tyko słychać, jakby, kto kołatał o beczkę rozbitą!”.
            Córka zapłakała z tego powodu, że nie słychać dzwonka, który zawsze dzwonił dla konających. Zazwyczaj dźwięk jego słuchać było na całą wieś i okolice. Postanowiła wrócić do domu. Kościelny opowiedział całą sytuację z dzwonkiem proboszczowi. Wieczorek umarł po strasznych mękach dopiero po pięciu dniach od tego zdarzenia. Umarł w nocy, w Wielką Środę, a pogrzeb odbył się w Wielki Piątek, więc ani jeden dzwon nie mógł dzwonić, ani nie było Mszy świętej za jego grzeszną duszę podczas pogrzebu.

  1. CUDOWNE OŚLEPIENIE ZŁODZIEJA

            Ta historia wydarzyła się w roku 1767 w odpust Matki Bożej. Kościelny Michał Czyż po skończonych uroczystościach zamykając kościół nie zauważył, że nie wszyscy wyszli z kościoła. Pozostawił w nim jedną osobę – Piotra Podolskiego, który miał zamiar okraść kościół. Zabrał on najlepsze ornaty z komody w zakrystii, zabrał obrusy, a z ołtarza Matki Boskiej pozdejmował sznurki korali, medaliki, firanki jedwabne, nawet zabrał krążki wosku i rozbił skarbonkę, która stała na balaskach przy ołtarzu, do której ludzie składali ofiary, kiedy poza ołtarz szli na kolanach.
            Złodziej powybierał to wszystko, co uważał za cenne, związał w wielki obrus i uciekł przez okno nad zakrystią. Zszedł cicho po dachu na ziemię także wartownik Kuźniarz niczego podejrzanego nie zauważył. Przebrał się też za Żyda, by nie być rozpoznanym. Później droga była już prosta, bo wokół kościoła był gęsty las. Gdy złodziej odszedł na bezpieczną odległość postanowił, że chwilę odpocznie, gdyż czuł się bardzo zmęczony. Kiedy postanowił iść dalej i wziął skradzione rzeczy, nie widział niczego przed sobą. Po chwili zorientował się, że jedynym, co dostrzegał była droga prowadząca do Kościoła. Nie wiedział, co się stało. Próbował znaleźć drogę szukał rękami po lesie, szukał nogami, przecierał oczy, ale nic nie widział. Nie widział nic oprócz drogi powrotnej.
Próbował kilka razy, ale nie przynosiło to skutku. Ze zmęczenia i złości usiadł i zaczął rozmyślać. Miał usłyszeć wtedy głos sumienia: „Wróć się i odnieś kradzież to odejdziesz stąd.” Zrozumiał, że to znak od Boga. Wstał i chciał uciekać tym razem już sam, bez zdobyczy, ale znowu ta dziwna ślepota go ogarnęła i ani rusz wprzód ani boki, tylko w tył. I znowu miał słyszeć sumienie: „Świętokradztwo!, Bezbożniku! Nie pójdziesz na krok stąd dopóki kradzieży nie zaniesiesz do kościoła, nie pożałujesz za grzech i nie opamiętasz się.”
            Po tych słowach strach wielki przeszedł mu po całym ciele. Wziął zdobycz i pomyślał „wrócę się, rzucę brzemię koło bramy kościoła, a potem ucieknę”. Nie przewidział tego, że może być wtedy przyłapany. Ledwo stanął przy bramie zobaczył go Kuźniarz wartownik i szybko go złapał. Wartownik domyślał się, że to jakiś złodziej, ale nie wiedział o okradzeniu kościoła. Rano zbiegli się ludzie z całej wsi, wielu się zdumiewało z powodu tego grzesznego czynu. Zaczęli się zastanawiać, co zrobić z tym człowiekiem za ten świętokradzki czyn.
            Ksiądz Czapiński kazał winowajcę zaprowadzić do kościoła, postawić go przed odsłoniętym ołtarzem i zapalić świece na głównym ołtarzem. Złodziej Piotr opowiedział o dziwnym głosie, jaki słyszał oraz o zdumiewającej utracie wzroku. Ludzie zrozumiawszy, co chciał zrobić Piotr, oburzeni takim świętokradztwem, zaczęli go sądzić. Jedni proponowaliby złamać mu prawą rękę, inni chcieli go oślepić, jeszcze inni wypalić znak na czole lub utopić w stawie. Ksiądz Czapiński proponował, aby zawieść go do Przemyśla na sąd kasztelański. Słysząc to, Piotr upadł na kolana i zaczął wołać o litość. Jako argument stawiał to, że Bóg i Matka Boża cudowna, już mu przebaczyli. Mówił, także, że nauczkę już dostał i obiecywał, że już nigdy nie ukradnie nawet okruszka chleba. Ludzie poprosili niebiosa, aby na znak, że Bóg i Matka Boża mu przebaczyli, uczynili jakiś znak cudowny na potwierdzenie tego przebaczenia. Ludzie nie skończyli jeszcze mówić, a zasłona cudownego obrazu sama z trzaskiem i hukiem zasłoniła obraz a świece na ołtarzu same zgasły. Wtedy parafianie również przebaczyli łotrowi.
  1. KARA BOŻA ZA GRZECH NIECZYSTOŚCI

            W Chłopicach mieszkała dziewczyna Maryna Ślusarska, która była na służbie u proboszcza – kanonika Wojciecha Jakubowskiego. Maryla była urodziwą, piękną i pobożną. Uczestniczyła w Niedzielę i święta na Mszy świętej i Różańcu, gdyż bardzo lubiła śpiewy. Należała też do róży różańcowej. W kościele poznała też Mateusza Myśliwca, który był parobkiem u Kmiecia Jana Kiełta. Zakochała się w nim bardzo, a jak to w miłości bywa Maryna nie odczytała złych intencji tego chłopaka. Trudno się, dziwić tym postępowaniem, gdyż Maryna była sierotą i nie miała rodziny. Brakowało jej też dobrego przyjaciela, nie miała więc komu się zwierzyć i kogo poradzić. Uważała, że wszyscy ludzie są dobrzy, że wszyscy kochają Boga, a tym bardziej ci, którzy chodzą do kościoła i pobożnie się modlą, tak jak Mateusz. Nie znała jego złych zamiarów. Kierując się tym, że obiecywał jej małżeństwo, zgodziła się popełnić z nim grzech nieczystości.
             Maryna szybko się przekonała o złych zamiarach Mateusza i chodziła na pole gdzie pracował prosić by się z nią ożenił, jednak w głowie Mateusza nie było chęci małżeństwa tylko, przyjemności. Ile razy ona przychodziła, on ją przepędzał i nawet kosą jej groził. Dziewczyna nie mając wyjścia nadal grzeszyła z nim jak nikt nie widział.
            Pewnego razu jak szła do Mateusza zobaczyła w lesie ptaka czarnego i bardzo wielkiego. Przestraszyła się go bardzo, ale szła dalej. Gdy stanęła nad potokiem w lesie próbowała go przeskoczyć, ale w miejscu zbyt głębokim i nurt wodny przewrócił ją tak, że cała przemokła. To także jej nie zniechęciło i szła dalej aż miała usłyszeć głos: „Gdzie ty idziesz? Co chcesz zrobić? Wróć się, bo możesz zginąć z duszą na wieki.” Przestraszyła się znowu i chwyciła ręką medalik oraz zaczęła odmawiać „Pod Twoją obronę” przy tym wołając z płaczem: „Najświętsza Panno cudowna ratuj mnie!” Szybko wróciła do domu zapłakana, a następnego dnia poszła do kaplicy i całą Mszę leżała krzyżem na podłodze. Po wyspowiadaniu się wróciła do poprzedniego stylu życia. Dalej była pobożną dziewczyną. Unikała Mateusza, który rozkochał ją w sobie i wykorzystał.
            Mateusz nie poniósł odpowiedzialności za swój zły występek, bo nie miał kto wstawić się za biedną sierotą. Chłopak uwiódł kolejną dziewczynę – córkę gospodarza Szałąśnika i zostawił ją. Tym razem jednak ojciec dziewczyny ujął się za swoim dzieckiem. Zaskarżył go do urzędu kasztelańskiego w Przemyślu. Mateusza skazano na dwa lata więzienia w wieży. Żołnierze mieli też obowiązek mówienia o jego przestępstwach i wyroku ku przestrodze innych dziewcząt i chłopców. Z tej okazji w kaplicy umieszczono obrazek Maryli Ślusarskiej, jak się w pole wybierała do Mateusza i jak doznała nawrócenia.
  1. ZDRAJCA UKARANY

            W 1624 roku w lecie, za panowania króla polskiego Zygmunta III na Galicję napadli Tatarzy. Zaatakowali od Stanisławowa przez Sambor aż do Przemyśla. Prowadził ich sam Chan. Będąc w Przemyślu podzielił swoich ludzi na dwa oddziały. Jednemu kazał rabować wsie od Przemyśla do Brzozowa i Krosna; drugi miał przez Radymno, Jarosław, Kańczugę, Łańcut, dojść aż do Rzeszowa. Chan pozostał w Urzejowicach pod Łańcutem na plebani, a Tatarzy rabowali wioski i miasta znosząc wiele zrabowanych rzeczy do dzisiejszej wsi Wolica.
            Chłopice nie miały w tym czasie kościoła, bo kościół zapadł się razem z domami nieuczciwych Szymona i kościelnego, w miejscu znanym jako „Kościsko”. W lesie na wzgórzu stała kaplica z cudownym obrazem Matki Bożej, która ukazała się w 1490 roku na gruszy na polu Czyża i Śliwy.
            Tymczasem Tatarzy atakowali wioski od strony Radymna przez Dymitrowie gdzie była cerkiew dla Rusinów. Polacy zaś jeździli do Kosienicy, bo tam była ich parafia. Tatarzy używali wszelkich możliwych środków by zrabować i spalić tą cerkiew. Nie potrafili jednak przełamać obrony ludzi, który nie dawali za wygraną. Tylko jeden Tatar przestrzelił obraz Matki Bożej strzałą i tak pozostało do dziś. Po tym wydarzeniu Tatarzy pojechali do Tuligłów, Rokietnicy i Rudołowic, paląc wszystko po drodze – domy, dwory i kościoły.
            W tym czasie w lesie w Chłopicach, koło kaplicy cudownej Matki Bożej przebywało tysiące ludzi z Chłopic i okolic. Ludzie, ratując swój dobytek, uciekali z dziećmi oraz ze zwierzętami. Tatarzy o tym miejscu nie wiedzieli, bo w Chłopicach nie było dworu pańskiego, więc nie było, co rabować, a ponadto położenie Chłopic było bardzo utrudnione ze względu na wiele stawów, które otaczały tę miejscowość od strony Boratyna i Łowiec, a także gęste lasy. Chłopice w tym czasie były własnością panów Tarnowskich późniejszych Jarosławskich.
            W pustelni przy lesie mieszkał w tym czasie pustelnik Marcin Romowski – wojskowy. Z sąsiednich miejscowości widać było dymy palonych dobytków ludzkich. Do tego wieści o wielu napadach dochodziły do ludzi, co zwiększało ich strach, a co za tym idzie gorliwość w prośbach do Matki Bożej cudami słynącej. Rozstawiono też straże i pełniono warty po okolicy, by się skutecznie bronić w razie niespodziewanej napaści.
            Tatarzy dowiedzieli się od chłopów z Radymna, że w Chłopicach znajduje się kaplica, do której ludzie pielgrzymują i zostawiają liczne wota i ofiary. Gdy pustelnik i leśniczy zobaczyli zbliżających się Tatarów, postanowili się bronić. Nie mieli jednak nic poza nazbieranymi w lesie „suchymi kosturami”. Na głos pustelnika chłopi ruszyli do ataku. Tatarzy przestraszyli się bardzo, że jest to większa zasadzka i zaczęli uciekać, zabierając ze sobą tych chłopów, którzy ich prowadzili, aby się im odwdzięczyć za tą ich „radę”. Ludzie ścigali ich aż do Rudołowic. Po raz kolejny Matka Boża okazała cudowną opiekę nad wieloma czcicielami, który w tym lesie się ukrywali. Tatarzy tych zdrajców, który źle ich poprowadzili, przywiązali do drzew i zrobili sobie konkurs strzelecki do żywego celu. Wszyscy zginęli od strzał tatarskich łuków. Po wyjeździe Tatarów pochowano ich razem w jednym dole na polu, bez trumien i bez dzwonów, ze strzałami, które w nich tkwiły.

 

  1. KARA BOŻA NA ZABÓJCĘ

            Jak mówi kolejna legenda, jeden odpust w Chłopicach miał miejsce 28 sierpnia na ruskie Wniebowzięcie Matki Bożej, a drugi na Jagodną – po 2 lipca. Jak to przy odpustach bywało przyjeżdżali zawsze handlarze różnych stron, sprzedając obrazy, kroniki, książki itp. Wśród tych ludzi przyjechał też pewien człowiek z żoną, którego spotkało wielkie nieszczęście. Konie gospodarza spłoszyły się i biegły ciągnąc wóz, tak, że mocno go dyszlem uderzyły i padł z krzykiem na ziemię. Ludzie się zbiegli, złapali konie, zawołali jego żonę i księdza. Ksiądz go wyspowiadał, ale komunii nie udzielił, bo z ust lała mu się krew tak, że nie mógł przełykać.
            Ludzie, którzy widzieli to wydarzenie, razem z jego żoną zaczęli płakać nad jego strasznym losem. Chory z trudem wypowiedział słowa: „Wy płaczecie, ale nic nie wiecie, za co mnie taka śmierć spotyka”. Po czym opowiedział historię, o której nikt nie wiedział. Mówił, że 10 lat wcześniej w dzień odpustu, zabił on człowieka i to dokładnie w tym samym miejscu w lesie. Ludzie nie wiedzieli co robić.
            Gospodarz zmarł. Pochowano go dwa dni później w lesie na cmentarzu i to obok zabitego przez niego wcześniej człowieka. Żona przyrzekła, że odda te skradzione wówczas przez męża pieniądze sierotom po zabitym mężczyźnie. Na drugi dzień po pogrzebie przybiegł grabarz Maciej Wlazło i kościelny z nowiną, że ziemia na grobie pękła na dwoje tak, że trumnę widać. Zakopali go głębiej, ale ta sytuacja się powtórzyła. Zdecydowali więc, że pochowają go poza cmentarzem i gdy tak zrobili zjawisko więcej się nie powtórzyło.

………………………………………………….

………………………………………………………………….

 JUTRO, 8 MAJA UROCZYSTOŚĆ ŚW. STANISŁAWA

OBEJRZYJ I POSŁUCHAJ – ZAPRASZAM:

……………………………………………………

Wierzysz jeszcze?

Może obejrzysz?

 ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

„ZMARTWYCHWSTAŁY”

FILM NA CZASIE

Moi drodzy. Chcę Was zaprosić do obejrzenia pięknego filmu: „Zmartwychwstały” – to pełnometrażowy film fabularny, ze świetną obsadą aktorską i zrobiony z wielkim rozmachem. Zainteresuje każdego!

Oto krótka jego recenzja:

Rzymski centurion Clavius po tym jak bierze udział w ukrzyżowaniu Jezusa Chrystusa, dostaje od Piłata zadanie, by dopilnował on, aby ciało zabitego nie zostało wykradzione przez Jego uczniów. Tego bowiem domagają się od Piłata przywódcy Sanhedrynu, którzy wcześniej doprowadzili do skazania na śmierć Pana Jezusa, obawiając się, iż Apostołowie, skradną Jego ciało z grobu. Clavius zgodnie z poleceniem zjawia się przy grobie Chrystusa, sprawdza, czy Jego ciało tam jest, a następnie przy współudziale kilku osób zamyka wejście oraz przybija nań pieczęcie Imperium. Mimo to jednak, trzeciego dnia po ukrzyżowaniu, ciało Pana Jezusa znika z grobu,  nie ma też pilnujących go żołnierzy. Co się stało? Clavius zaczyna śledztwo mające za zadanie wyjaśnić kwestię tajemniczego opustoszenia grobu. Jednak, z biegiem czasu, podawana przez przywódców Sanhedrynu wersja, jakoby Apostołowie wykradli ciało Chrystusa, staje się coraz mniej wiarygodna – na sznurach krępujących zwłoki nie ma śladów przecięcia, a żołnierze pilnujący grobu, których udało się odnaleźć dziwnie „plączą się w zeznaniach”.

Film ten jest ciekawie pomyślaną opowieścią o racjonalnych dowodach na rzecz zmartwychwstania Pana naszego Jezusa Chrystusa, a co za tym idzie także o prawdziwości religii chrześcijańskiej. Produkcja ta w piękny sposób pokazuje nam jednak również to, jak owa najbardziej fundamentalna dla naszej wiary prawda, może i przemienia życie wielu osób.

 

…………………………………………………….

PROPOZYCJA NIE DO ODRZUCENIA!

Pomniki wiary i zaufania Bogu naszych przodków

– krzyże i kapliczki w naszej wspólnocie parafialnej

Droga Młodzieży!

Korzystając z pięknej, wiosennej pogody oraz pewnego poluzowania restrykcji sanitarnych, chcę Wam wszystkim zaproponować podjęcie trudnego, ale i szczególnego zadania. Wymagać ono będzie pewnie zaangażowania wszystkich pokoleń domowych, wykonania kilku telefonów do członków rodziny mieszkających w innych miejscach (szczególnie starszych), wykonania zdjęć i opisów.

Chcę, przy Waszej pomocy, sporządzić internetową dokumentację wszystkich krzyży przydrożnych, kapliczek i pomników znajdujących się na terenie Chłopic, Jankowic i Boratyna. W tej dokumentacji powinny znaleźć się także kapliczki znajdujące się przy Waszych domach, czasem umieszczone w niszach, w ścianach domów; w ogródkach czy na działkach.

Przejeżdżając przez nasze wioski widać dużo takich elementów naszej pobożności, które powstawały przez wieki, także na przestrzeni ostatnich lat. Nie dysponujemy żadnymi zapisami na ich temat, a często związane są one ze szczególnymi wydarzeniami, które miały miejsce w naszych rodzinach i w całej naszej społeczności. Wiele z tych wiekowych pamiątek niszczeje i mogą bezpowrotnie zaginąć, a historie z nimi związane popaść w zapomnienie.

Serdecznie więc proszę Was wszystkich o włączenie się w to dzieło. Poszukajmy w naszej okolicy krzyży, kapliczek, pamiątkowych pomniczków i spróbujmy czegoś się o nich dowiedzieć. Dla wszystkich może to być także dobra, twórcza zabawa i skorzystanie ze świeżego powietrza, a może porozmawianie z babcią, która ucieszy się, że może być pomocna.

Wszystkie zabrane informacje prześlijcie na mojego maila: jacek0550@op.pl

Jakie informacje są potrzebne:

  1. NAZWA – (np. krzyż przydrożny, albo kapliczka Seca Pana Jezusa)

  2. LOKALIZACJA – gdzie znajduje się opisywany obiekt (np. w Chłopicach u Państwa Maliniaków nr domu 300)

  3. OPIS – (np. krzyż ma ok. 2 m wysokości, wykonany z metalu, umieszczony na betonowym postumencie, pomalowany na kolor brązowy)

  4. OKOLICA – (np. znajduje się w ogródku wśród kwiatów, lub jest odrodzony drewnianym płotkiem a obok rosną cztery duże lipy)

  5. CZS POWSTANIA – (np. rok 1987, lub XIX w.)

  6. FUNDATORZY – kto ufundował i zbudował (np. nasza babcia Kunegunda i dziadek Fryderyk Malinowscy)

  7. OKOLICZNOŚCI POWSTANIA – (np. wotum dziękczynne za 50 lat małżeństwa)

  8. HISTORIE – jeśli znane są jakieś szczególne wydarzenia związane z krzyżem, lub kapliczką, szczególnie cenne będę wspomnienia babci czy dziadka.

  9. INNE UWAGI – swoje własne

  10. ZDJĘCIA – trzeba zrobić kilka zdjęć (max 10), z różnych ujęć, także zdjęcie napisu, jeśli jest. Mile widziane będzie także zdjęcie autorów (może bez maseczki) na tle kapliczki.

  11. PODPIS – kto opracował, na podstawie czyich opowiadań

Tak zebrane informacje zostaną umieszczone na naszej stronie internetowej. Odpowiednia zakładka jest już przygotowana.

Z góry dziękuję za podjęty trud.

Życzę Szczęść Boże!

..………………………………………………………..

 

PIĘĆ KROKÓW ŚWIATŁA
ze św. Janem Pawłem II

Młodym (i nie tylko!), w trudnym okresie „odosobnienia” z powodu epidemii koronawirusa  i obowiązującej mądrej zasady „zostań w domu”, proponujemy twórcze wykorzystanie czasu na bezpośrednie przygotowanie się do setnej rocznicy urodzin Ojca Świętego Jana Pawła II, która przypada w 18 maja 2020 r. Czas zarazy jest bolesną ciemnością, która nam bardzo doskwiera.
Dlatego zapraszamy do wykonania PIĘCIU KROKÓW ŚWIATŁA w oparciu o różańcowe Tajemnice Światła, które wprowadził Jan Paweł II Listem Apostolskim „Rosarium Virginis Mariae” (16 października 2002 r.). Wejście na tę drogę prowadzi do fascynującego odkrycia, że nasz Zbawiciel, Chrystus Jezus, przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię (por. 2 Tm 1,10). Pielgrzymować na URODZINY – Święto Dziękczynienia za dar Jana Pawła II – to znaczy wypełnić KROKI treścią nauczania papieskiego, ze wskazaniem na wybrane Orędzia kierowane do młodych z okazji Światowych Dni Młodzieży (obchodzone są w Niedzielę Palmową od 1985 r.).
Uważna lektura Listów Ojca Świętego z pewnością przyczyni się do pogłębienia wiary i wiedzy religijnej, do wzmocnienia katolickiej tożsamości i do kształtowania chrześcijańskiej mentalności. Te przymioty i umiejętności są niezwykle mocnymi atutami katolika w perspektywie współczesnych wyzwań ewangelizacyjnych, które domagają się świadectwa – twórczych aktywności eklezjalnych i apostolskich, społecznych, kulturalnych i politycznych.

Proponujemy, aby KROKI ŚWIATŁA stawiać przez pięć kolejnych czwartków (dzień Tajemnic Światła), począwszy od 16 kwietnia 2020 r., i celebrować je w przestrzeni „Domowego Kościoła” według następującego scenariusza:

  • zapalenie świecy chrzcielnej – Światło Chrystusa

  • odczytanie fragmentu Pisma św. – Światło Słowa Bożego odsłaniające Tajemnicę

  • czytanie duchowne – wybrany fragment Orędzia na ŚDM

  • chwila twórczej refleksji w ciszy – inspirowanej Ewangelią i Orędziem – odpowiedź życia

  • rozważanie stosownej Tajemnicy Światła.

W każdym kolejnym tygodniu na stronie Duszpasterstwa Młodzieży (link poniżej) będą udostępniane rozważania do poszczególnych kroków światła.

mlodziez.przemyska.pl

 

ks. Tadeusz Biały
Archidiecezjalny Duszpasterz Młodzieży

KROK 1 – Chrzest Pana Jezusa w Jordanie

Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?» Jezus mu odpowiedział: «Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A glos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie». (Mt 3, 13-17)
Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II na Światowy Dzień Młodzieży – 1990 rok
Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami (J 15, 5).
Droga Młodzieży!
W tym roku chciałbym zaproponować wam refleksję na temat Kościoła. Nie jest to wybór przypadkowy, pomiędzy Chrystusem a Kościołem istnieje bowiem organiczna więź, ścisła i głęboka. Chrystus żyje w Kościele, Kościół jest tajemnicą Chrystusa żyjącego i działającego pośród nas, jak mówi św. Paweł: „(…) Chrystus pośród was – nadzieja chwały” (Kol 1, 27), a także „Wy (…) jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami” (1 Kor 12, 27).
Tak więc z okazji V Światowego Dnia Młodzieży pragnę zaprosić was do odkrycia na nowo zarówno Kościoła, jak waszej w nim misji jako ludzi młodych. Kościół Chrystusowy jest rzeczywistością fascynującą i wspaniałą. Jest bardzo stary – liczy bowiem 2 tysiące lat – a jednocześnie jest wciąż młody dzięki Duchowi Świętemu, który go ożywia. Kościół jest młody, młode bowiem, czyli wciąż aktualne, jest jego orędzie zbawienia. Dlatego tak bardzo ważny jest dialog, który Kościół prowadzi z młodzieżą: „Kościół ma wiele do powiedzenia młodym, młodzi zaś Kościołowi. Ten dwustronny dialog winien przebiegać w klimacie serdeczności, otwarcia się i odwagi, (…) zaś dla Kościoła (…) będzie źródłem bogactwa i młodości” – napisałem w adhortacji apostolskiej Christifideles laici (nr 46). Chciałbym, żeby V Dzień Młodzieży przyczynił się do rozwijania tego dialogu zarówno na wszystkich szczeblach życia Kościoła, jak i w życiu każdego z was. Kościół jest winnicą założoną przez Pana, winnicą szczególnie przezeń umiłowaną.
W Ewangelii św. Jana Chrystus wyjaśnia podstawową zasadę życia owej winnicy, mówiąc: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami” (J 15, 5). Zwracam się więc do was wszystkich z apelem: Młodzi ludzie, bądźcie żywymi latoroślami w Kościele, latoroślami, które przynoszą obfity owoc!
Być żywą latoroślą w Kościele-winnicy oznacza przede wszystkim pozostawać w żywej komunii z Chrystusem krzewem winnym. Latorośle nie są samowystarczalne, lecz we wszystkim zależą od krzewu winnego, w nim znajdują źródło swego życia. Przez chrzest św. każdy z nas został wszczepiony w Chrystusa i darmo otrzymał dar nowego życia. Ażeby być latoroślami żywymi, musicie żyć rzeczywistością chrztu, każdego dnia pogłębiając komunię z Chrystusem poprzez słuchanie Jego słowa i postępowanie zgodnie z nim, przez uczestnictwo w Eucharystii i przez sakrament pojednania, a także przez osobistą rozmowę z Nim na modlitwie. Jezus mówi: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5).
Być żywą latoroślą w Kościele-winnicy oznacza także podejmować obowiązki we wspólnocie Kościoła i w społeczeństwie. Kościół jest komunią organiczną, w której każdy ma własne miejsce i własne zadanie. Macie je także i wy, ludzie młodzi. Wasze miejsce jest bardzo ważne. Kościół, który w przededniu roku 2000 czuje się wezwany przez Pana do coraz większego wysiłku ewangelizacyjnego, potrzebuje was w sposób szczególny, potrzebuje waszej energii, waszej autentyczności, waszej pełnej entuzjazmu woli wzrastania, świeżości waszej wiary. Z hojnością właściwą młodości i bez zastrzeżeń oddajcie w służbę Kościołowi wasze młode talenty. Zajmijcie w nim własne miejsce – tych, którzy są nie tylko przedmiotem troski duszpasterskiej, ale nade wszystko aktywnymi uczestnikami jego misji (por. Christifideles laici, 46). Kościół należy do was, więcej – wy jesteście Kościołem!
Kościół ze swej strony ma wam, młodym, wiele do ofiarowania. Jesteśmy dziś świadkami znamiennego zjawiska: oto po okresie nieufności i oddalenia od Kościoła wielu młodych ludzi odkrywa w nim na nowo pewnego i wiernego przewodnika, przestrzeń nieodzowną do komunii z Bogiem i braćmi, środowisko wzrastania i zaangażowania duchowego. Wielu z was już nie zadowala się samą tylko formalną przynależnością do Kościoła – szukacie czegoś więcej.
Uprzywilejowanym miejscem nowego odkrycia Kościoła i kościelnego zaangażowania są stowarzyszenia, ruchy i różne młodzieżowe wspólnoty kościelne. Mówi się dziś o „nowej epoce zrzeszeń” w Kościele (por. Christifideles laici, 29). Jest to ogromne bogactwo i cenny dar Ducha Świętego, który należy przyjąć z wdzięcznością.
„Idźcie i wy do mojej winnicy”. Kościół – winnica potrzebuje także robotników, którzy będą mu służyć w sposób specjalny, z ewangelicznym radykalizmem, poświęcając mu wszystkie swoje siły. Chodzi o powołania kapłańskie i zakonne, jak też o powołania świeckich prowadzących w świecie życie konsekrowane. Jestem pewien, że wielu z was, rozważając tajemnicę Kościoła, usłyszy w głębi serca Chrystusowe zaproszenie: „Chodź i ty do mojej winnicy…”. Jeżeli usłyszycie to wezwanie skierowane do was osobiście, nie wahajcie się odpowiedzieć Panu „Tak”. Nie lękajcie się, całkowite oddanie się na służbę Chrystusa i Jego Kościoła jest bowiem wspaniałym powołaniem i bezcennym darem. Chrystus wam dopomoże.
Tym, co musicie odkryć, jest Kościół diecezjalny. Kościół nie jest rzeczywistością abstrakcyjną, odcieleśnioną. Przeciwnie, jest rzeczywistością bardzo konkretną właśnie poprzez Kościół diecezjalny skupiony wokół biskupa, następcy apostołów. Musicie także odkryć Kościół parafialny, jego życie, potrzeby oraz liczne wspólnoty, które w nim istnieją i działają. W ten Kościół wniesiecie radość i zapał zaczerpnięty ze światowych spotkań, takich jak w Santiago, czy ze spotkań w ramach ruchów i zrzeszeń, do których należycie. Wy, ludzie młodzi, musicie być żywymi, przynoszącymi owoce latoroślami tego właśnie Kościoła, to znaczy świadomymi i odpowiedzialnymi uczestnikami jego misji. Przyjmijcie ten Kościół w całym jego duchowym bogactwie; przyjmijcie go w osobach waszych biskupów, kapłanów, zakonników, a także braci w wierze, przyjmijcie go z wiarą i z synowską miłością.
Ta, której oddajemy cześć jako Matce Kościoła, niech będzie waszą Mistrzynią i Przewodniczką na drodze odnowy zaangażowania w życie Kościoła.
Jan Paweł II, Papież

 

– chwila refleksji …

– rozważanie I Tajemnicy Światła: Chrzest Pana Jezusa w Jordanie

………………………………………………………………………………

PROPOZYCJA REKOLEKCJI WIELKOPOSTNYCH:

DRODZY MŁODZI PRZYJACIELE!

Epidemia koronawirusa w różny sposób dotyka dzisiejszego człowieka i częstokroć zadaje mu ból, chcemy ogłosić, że jest ANTIDOTUM – Rekolekcje Wielkopostne dla młodzieży.

Szkoła Nowej Ewangelizacji św. Jakuba Apostoła oraz Rozgłośnia Archidiecezji Przemyskiej „Radio Fara” zapraszają na rekolekcje dla młodzieży. To propozycja szczególnie dla uczniów szkół średnich, ale zapraszamy wszystkich młodych duchem 🙂

Spotkanie rekolekcyjne #Antidotum będzie się składało z konferencji i wyzwania, mianowicie do każdego głoszenia będzie małe zadanie, które będzie praktyczną odpowiedzią na usłyszane słowo.


Rekolekcje będą transmitowane NA ŻYWO
przez cztery kolejne dni,
począwszy od wtorku 31 marca 2020 r. o godzinie 12.20
na kanale YouTube:

Radio FARA
MRutkowski

oraz na Facebook:

Radio FARA
 SNE AP

oraz fara.tv
a także na antenie Radia FARA

https://przemyska.pl/wp-content/uploads/2020/03/RF_SNE_2020_WielkopostneRekolekcjeDlaMlodziezy_ANTIDOTUM_zapowiedz.mp4?_=1


 

Epidemia koronawirusa mocno nas ogranicza,
ale nic i nikt nie może ograniczyć Bożej Łaski i Miłości!
Poza Tobą samym…!
Zapraszamy do wspólnego przygotowania na tegoroczne Święta Paschalne.

 

……………………………………………………………………………………………………